sobota, 24 czerwca 2017

Parov Stelar - "Libella Swing".

Ostatnio słucham sobie niemal wyłącznie utworów swingowo-jazzowych, w wykonaniu niejakiego Parova Stelar'a. Artysta ten pochodzi z Austrii, a w rzeczywistości nazywa się  Marcus Füreder. Wykonuje zawód DJ-a, jak również producenta muzycznego. Jego autorska twórczość jest zbliżona właśnie do jazzu, połączonego ze swingiem i muzyką elektroniczną. W sumie wychodzi bardzo oryginalny oraz wpadający w ucho mix. Dzisiejszy utwór, o którym pragnę wspomnieć, zatytułowany "Libella Swing" pochodzi z albumu "Coco" i jest, jak sama nazwa sugeruje, typowym przedstawicielem gatunku swingowego. Kojarzy mi się z początkiem ubiegłego stulecia, kiedy taka muzyka była bardzo popularna, a wręcz modna. Także i dzisiaj wraca moda na kawałki typu "oldschool", łączące w sobie nierzadko elementy jazzu, swingu i muzyki elektronicznej. Inaczej mówiąc: stare i nowe w jednym. Ja osobiście uwielbiam podobną muzykę, ponieważ jest bardzo klimatyczna, przenosi nas w pewnym sensie do epoki jazzu i swingu, kiedy takie utwory dominowały w branży muzycznej i na parkietach. Myślę, że nie tylko ja podzielam sympatię do starych, przerobionych kawałków.

"Libella Swing" jest utworem bez słów, sama muzyka. Rozpoznaję w nim trąbkę i współczesny "beat", czyli rytm. Trąbka jest bardzo typowa dla muzyki tamtych czasów. Melodia urzeka prostotą, główny wątek powtarza się. Dostrzegam też rozmaite wariacje, dotyczące wymienionego motywu przewodniego. Całość brzmi elegancko i stylowo. Prawdę mówiąc, "Libella Swing" została najpierw wydana jako minialbum (EP) w 2008 roku, następnie już jako element pełnoprawnej niejako płyty "Coco" w 2009 roku. Myślę, że zarówno album, jak i sam utwór zadziwia i budzi respekt, gdyż autor Parov Stelar ma niebywały talent, chociaż jego zespół Parov Stelar & Band odgrywa, o ile mi wiadomo, stare piosenki, wplatając w nie bardziej współczesny beat. W efekcie wychodzą im twory piękne, nietuzinkowe oraz bardzo odległe od banału. Tacy artyści, jak Lilja Bloom czy Max the Sax nierzadko użyczają swojego talentu, co tylko podkreśla niepowtarzalność materiału. Myślę, iż warto posłuchać opisywanej muzyki i utworu, który niniejszym krótko zrecenzowałam. Gwarantuję, że "Libella Swing" zapadnie Wam w pamięć, o ile tylko chociaż odrobinę interesuje Was zaprezentowany gatunek. Polecam i zapraszam:

wtorek, 20 czerwca 2017

Blogeria - świat się kręci wokół blogów.

Stosunkowo niedawno, bo jakieś dwa tygodnie temu założyłam na Facebooku stronę, która z założenia miała służyć ... prezentacji moich blogów, a konkretnie nowych wpisów na nich. Pomyślałam sobie, że reklamy nigdy dosyć :) toteż rozpoczęłam publikację wiadomości o tychże najnowszych blogowych postach. Muszę przyznać, że posiadając na Facebooku mnóstwo znajomych i wysyłając do nich apele o polubienie mojej strony, uzyskałam pewien odzew. Mianowicie: moją Blogerię (bo tak strona się nazywa) polubiło już ... 17 osób :) Zawsze miło widzieć, iż ktoś docenił moją pracę - hobby. Mam nadzieję, iż moje starania zapewnią większą popularność moim blogom. W końcu Facebook jest doskonałym ku temu narzędziem.

Dlaczego Blogeria i "świat się kręci wokół blogów" ? Otóż szukałam po prostu ciekawej i w miarę oryginalnej nazwy dla mojej facebookowej strony. Do głowy mi przyszło: "Blogeria", bo to słowo brzmi całkiem interesująco, jak również przypomina inne, często spotykane w słowniku hasła, jak: koteria, lamperia czy ... histeria ;) Przypomina, a więc będzie wystarczająco "naturalne" i oczywiście ... niepowtarzalne. Takie właśnie założenie przyświecało mi podczas wymyślania nazwy dla strony. Co do hasła opisującego Blogerię, czyli "świat się kręci wokół blogów", można uznać, iż jest ono trochę sloganem reklamowym, mającym za zadanie zachęcić internautów do częstszych wizyt na stronie :) Póki co, przedstawiam na niej tylko nowe wpisy z moich własnych blogów, krótko je charakteryzując i podając linka do tegoż posta. Ale kto wie, może w przyszłości pojawią się "reklamy" Waszych zaprzyjaźnionych blogów ? Jestem otwarta na propozycje :)

Facebook ma to do siebie, iż adresy nowo utworzonych stron kończy ... dosyć długimi cyferkami. To utrudnia zapamiętanie adresu strony, no bo kto będzie utrwalał sobie w pamięci długi dosyć ciąg cyferek ? Myślę, że raczej nikt. Ale istnieje doskonałe rozwiązanie. Jeśli tylko nasz powiązany ze stroną profil zyska określoną liczbę znajomych, będzie można stworzyć sobie indywidualną nazwę użytkownika. W moim przypadku jest to naturalnie "Blogeria". To właśnie jest "sekret" mojej oryginalnej nazwy strony. A co do jej zawartości, to obecnie posiada ona już siedem wpisów ! Po prostu w miarę pojawiania się nowych wpisów na moich blogach, jednocześnie publikuję ich krótkie "metryczki" na "Blogerii". I przyznam się, że mam już wejścia !

Mam nadzieję, że "Blogeria" będzie rozwijała się prężnie, stanowiąc swoiste zaplecze dla moich blogów. Chcąc je lepiej wypozycjonować, nie warto raczej pomijać podobnych zabiegów. Można więc w nich wykorzystać właśnie popularnego Facebooka. Jeżeli tylko mamy już pewną grupkę znajomych, warto zaproponować im nasze treści, które pragniemy wypromować. Nie musi być to wcale robione na siłę czy nachalnie (a wręcz nie powinno). Według mnie dobra, wartościowa i naturalnym językiem napisana treść obroni się sama, zyskując sobie zainteresowanych odbiorców. Na przykład blogi: jeśli piszemy je z autentyczną pasją, czemużby nie miały one zaciekawić internautów, chętnych poczytać więcej ? Z takiego właśnie założenia wychodzę i to mi przyświeca w mojej pracy, która póki co jest tylko hobby. Zapraszam więc na "Blogerię", abyście byli już na bieżąco z nowymi wpisami na moich blogach. Oto link do niej:

https://www.facebook.com/blogeria/

niedziela, 18 czerwca 2017

Jain - "Makeba".

Na dzisiaj mam kolejny teledysk francuskiej wokalistki Jain, zatytułowany "Makeba". Od razu widać po obejrzeniu go, iż jest on wizualną kontynuacją wideoklipu "Come". Świadczy o tym pierwsza scena "Makeby" z przekłuwanymi balonikami, która jest zarazem ostatnią "Come". Obie są identyczne. Tak więc "Makeba" ukazuje nam rozmaite zagadki wzrokowe, które jednakże moim zdaniem "nie umywają się" do tych obecnych w "Come". Tamte jakoś bardziej przykuwały moją uwagę, chociaż także i łamigłówki wplecione w teledysk "Makeba" są niczego sobie. Szczególnie zwróciła moją uwagę scena z Jain, siedzącą ze zwieszonymi nogami na krawędzi wieżowca - drapacza chmur. Widać, że artystka prowadzi swoistą grę z publicznością, polegającą na podsuwaniu zagadek, typu "zgadnij, czy naprawdę siedziałam na krawędzi tego bardzo wysokiego budynku" albo końcową sceną z ... malowaniem pasków na afrykańskiej zebrze. Myślę, że taki fotomontaż jest ciekawy dla oka. Wprowadza wprawdzie widza w ... błąd, ale jest to błąd zupełnie niewinny. Dzięki niemu nasz mózg może trochę popracować, zamiast postrzegać oczywistość jako taką. Warto trochę pogłówkować i popatrzeć sobie na te logiczne zagwozdki :)

Jeśli zaś chodzi o tematykę utworu, to jest on wyraźnie związany z Afryką. Widać czarnoskórych tancerzy oraz dzieci, afrykańskie krajobrazy, jak też i sam rytm piosenki przypomina proste, afrykańskie "przyśpiewki". Bardzo spodobał mi się zwłaszcza kadr, przedstawiający Jain stojącą na dosyć wysokiej formacji skalnej, a w tle pejzaż sawanny. Był on jak dla mnie bardzo malowniczy, przypominał ... pocztówkę z dalekiej podróży. Widzimy także wielokrotnie scenę budowy (można dostrzec rusztowania), na której są zatrudnieni czarnoskórzy pracownicy. Oczywiście oni również ... tańczą :) No i wzorzyste grafitti na ścianie. Wszystko to są elementy powiązane znaczeniowo właśnie z Afryką. Grafitti przypomina przecież tradycyjną sztukę afrykańską, rytmiczność i taniec także jest elementem właściwym kulturze tego kontynentu. Nic w tym dziwnego, ponieważ Jain przez pewien czas mieszkała właśnie w Afryce (Kongo), toteż nawiązuje ona w swoim teledysku do motywów z Czarnego Lądu. No i czy wiecie, skąd wziął się tytuł piosenki, czyli "Makeba" ? Otóż istnieje ... ulica z nazwiskiem niejakiej Miriam Makeba. Jain pozostaje tajemnicza i nie ujawnia, gdzie się ona znajduje. W domyśle pewnie gdzieś w Afryce ... ? Tak więc uważam, iż doprawdy warto obejrzeć opisywany tutaj przeze mnie teledysk, wsłuchać się w jego rytm i prostą melodię, a poniekąd przeniesie on nas do Afryki. Zapraszam:

czwartek, 15 czerwca 2017

Spotify - witryna pełna muzyki.

Serwis muzyczny Spotify to moja ulubiona strona, którą wybrałam ze względu na darmowy i legalny dostęp do mnóstwa piosenek oraz albumów. Słuchanie przy jej udziale muzyki jest bardzo przyjemnym, jak również i relaksującym zajęciem. Ten serwis udostępnia nieprzebrane zasoby muzyczne słuchaczom na zasadzie odtwarzacza online (słuchamy będąc na stronie) lub też możemy pobrać i zainstalować u siebie odpowiedni program. W obu przypadkach niezbędny jest dostęp do internetu, inaczej nic nam nie wyjdzie ze słuchania muzyki :) Oczywiście w dzisiejszych czasach to raczej nie problem, niemal każdy ma internet w domu albo korzysta przykładowo z miejskich hotspotów. Czyli można słuchać praktycznie na okrągło ;)

Dlaczego wybrałam ten właśnie serwis i jak na niego trafiłam ? Ostatniego już dobrze nie pamiętam, a wybrałam i pozostałam przy Spotify z powodów oczywistych - mnóstwo dobrej muzyki, radia internetowe oraz playlisty - sugerowane lub tworzone przez nas na zasadzie indywidualnych preferencji. Zaimplementowana wyszukiwarka posłuży nam pomocą, jeśli poszukujemy akurat konkretnych treści, typu wykonawca, album muzyczny, utwór albo playlista. Aby jednak skorzystać z muzyki za darmo, należy założyć sobie konto albo zalogować się przez Facebooka, którego w obecnych czasach ma już chyba każdy. Po zalogowaniu widzimy proponowane, uprzednio przygotowane przez obsługę serwisu Spotify playlisty. Możemy kliknąć dowolną z nich, aby móc od razu cieszyć się muzyką. Istnieje także opcja przeglądania muzycznych zbiorów według gatunków i ... nastrojów / przeznaczenia. Z tych ostatnich mamy muzykę spokojną, nastrojową, na imprezę, do treningu, kolacji, na koncentrację, do snu lub nawet na podróż. Jest w czym wybierać.

Jeśli o mnie chodzi, to korzystam z serwisu Spotify z przerwami już od jakichś dwóch lat. Jestem z niego zadowolona i nie zwracam już prawie uwagi na obecne w nim reklamy-przerywniki. Innymi słowy: jeśli chcemy mieć muzykę za darmo, musimy co kilka utworów odsłuchać też raczej niezbyt długich, ale jednak reklam. No chyba, że zdecydujemy się wykupić dostęp premium. Ja z niego nigdy nie korzystałam, toteż niewiele mogę powiedzieć, poza tym, iż nie ma w nim na pewno reklam. Dostęp darmowy sprawdza się jednak doskonale i moim zdaniem można przymknąć ... oko ? ucho ? ;) nawet i na reklamy. Nie są one specjalnie moim zdaniem uciążliwe. Jeśli zaś chodzi o inne tego typu serwisy, to wypróbowałam już podobnego do Spotify Deezer-a, ale tam nie bardzo da się normalnie słuchać muzyki, ponieważ co i raz doświadczamy ... zawieszek tegoż. Czyli odpada.

Na koniec pragnę jeszcze dodać, że Spotify jest bardzo dobrym i trafionym wyborem, jeśli chcemy powiedzmy przesłuchać jakiejś płyty przed jej zakupem w sklepie. Nie, serwis ten nie oferuje podobnej możliwości, a szkoda ... Chodzi mi raczej o sklep muzyczny stacjonarny albo internetowy. Tak więc istnieje duża szansa, iż odnajdziemy w Spotify nasz upragniony album, ponieważ serwis ten, według tego, co przeczytałam na stronie głównej, proponuje swoim słuchaczom ... miliony (dosłownie !) piosenek oraz całe mnóstwo albumów muzycznych. Ja wybrałam opcję odtwarzacza internetowego, do którego link znajduje się na samym dole strony - wystarczy przewinąć. Tak po prostu jest mi wygodniej, ale kto wie, może z czasem wypróbuję i zainstaluję dedykowany program komputerowy ? Na razie jednak wystarcza mi dostęp online ze strony. Podsumowując, serwis Spotify uważam za godny polecenia i wypróbowania, o ile jeszcze ktoś go nie zna. Warto, gdyż jest, jak to już napisałam wcześniej, zupełnie darmowy, nie zauważyłam też, aby się zawieszał. Chętnym internautom podaję niniejszym link do strony i gorąco zachęcam do jej odwiedzin:

https://www.spotify.com/pl/

niedziela, 11 czerwca 2017

Lindsey Stirling - "Crystallize".

I znowu wracam do wideoklipu, nakręconego z udziałem Lindsey Stirling. Tym razem sceneria jest wprost magiczna, naprawdę niesamowita i przykuwająca uwagę. Mowa o ... lodowych tunelach, w których dzieje się akcja teledysku. "Crystallize", czyli po polsku "krystalizować się" (bo to czasownik), jest w rzeczywistości bardzo adekwatne do widoku, który rozpościera się przed naszymi oczami. Wymienione lodowe tunele przybierają doprawdy fantastyczne formy, a można je odnaleźć w ... Kolorado (USA), o ile dobrze zrozumiałam końcową wypowiedź Lindsey. Takie formacje są jak najbardziej dziełem natury, a muzyka skrzypcowa w wykonaniu artystki współgra znakomicie z tymi "lodowymi zamkami", w sposób liryczny podkreślając ich piękno. Ogólnie rzecz biorąc można ową muzykę potraktować jako kontemplację zimowego uroku przyrody oraz często niezwykłych i zdumiewających form, jakie może ona przybierać. To swoisty hołd, złożony naturze, no i, rzecz jasna, Stwórcy, bowiem Lindsey jest osobą religijną. Chociaż w wymienionym wideoklipie brakuje dynamizmu, znanego skądinąd z rozmaitych, popularnych obecnie telewizyjnych teledysków, to mimo wszystko znajdziemy w nim ... natchniony spokój oraz skupienie. Przyda się w dzisiejszych, pędzących nie wiadomo gdzie czasach.

Utwór "Crystallize" pochodzi z pierwszego albumu artystki, zatytułowanego po prostu ... "Lindsey Stirling". Jeśli o mnie chodzi, to mam ich wszystkie trzy, o ile wziąć pod uwagę pełnoprawne płyty, a nie single. Naturalnie niczego nie ujmując tymże singlom. Lindsey zawsze podczas gry na skrzypcach również ... tańczy, co można zauważyć także i w omawianym wideoklipie "Crystallize". Owe formy przypominają mi balet albo taniec nowoczesny. Swoim tańcem podkreśla ona klimat utworu, pełnego zadumy i niewypowiedzianego piękna. Lodowe formacje są ukazane o różnych porach dnia, pod różnym kątem, z daleka lub bliska. Szczególnie nastrojowo wyglądają podświetlone wieczorem, ale rzecz jasna nie tylko wówczas. Są naprawdę obszerne, Lindsey swobodnie przechadza się po ich wnętrzu, grając na skrzypcach. Nie na próżno zostały nazwane "lodowymi zamkami", ponieważ nie tylko są tak duże, ale i uformowane przez naturę na sposób przypominający owe zamki, z pięknymi, skrystalizowanymi lodowymi soplami. Muzyka Lindsey Stirling niejako "odtwarza" sam proces krystalizacji, spaja się z nim nierozerwalnie, czyniąc całość czymś bardzo pięknym, tajemniczym i fascynującym. Tak więc zapraszam serdecznie do obejrzenia wideoklipu oraz wsłuchania się w ową pełną uroku, wzruszającą muzykę:

sobota, 3 czerwca 2017

Mój profil na Zszywka.pl

Tym razem postanowiłam opisać nieco mój profil założony w serwisie Zszywka.pl. Ogólnie rzecz biorąc, służy on do gromadzenia rozmaitych, ciekawych oraz wartych uwagi zdjęć, które są według osoby dodającej niebanalne i po prostu interesujące. Profil założony przez siebie w tym raczej chyba znanym portalu nazwałam "Czytajmy_ebooki", jako że postanowiłam pododawać tam trochę okładek e-książek z racji mojej przynależności do programu partnerskiego Nexto. Program ten oczywiście służy promocji i popularyzacji e-booków jako wartościowych, cyfrowych publikacji. Tak więc uczestniczę w nim i staram się aktywnie działać :) Jeśli ciekawi Was, co umieściłam, wystarczy kliknąć w linka specjalnie dedykowanej tablicy: "Płatne ebooki".

Naturalnie nie cała zawartość mojego profilu to e-booki. Są tam również fotografie podpatrzone u innych użytkowników, specjalnie przypięte do moich tablic o różnej tematyce. Mamy następujące: Płatne ebooki (jak powyżej), Cytaty warte uwagi, Rysunki (niestety nie moje), Ciekawe strony (gromadzę tam ... linki do moich stron, blogów i profilów społecznościowych), Pomysły kulinarne oraz Pomysły rozmaite. Czyli w sumie sześć tablic, które moim zdaniem powinny zainteresować odwiedzającego internautę. Póki co, obserwujących owe tablice mam tylko sześciu, jednakże liczę na większą oglądalność. Klucz tkwi moim zdaniem w odpowiedniej promocji oraz aktywności w serwisie. A jak odkryłam Zszywkę ? Prawdopodobnie szukałam w internecie witryny podobnej do Pinteresta, na którym też mam profil - oczywiście w celu promocji e-booków :)

Co do cyfrowych publikacji, to myślę, iż wymagają one szerzej zakrojonej reklamy, ponieważ wiele osób nawet nie wie, czym są. Na szczęście mnóstwo młodszych duchem i wiekiem już zdaje sobie sprawę, jak pożyteczne i ciekawe mogą się okazać e-książki. Wszystko zależy od chęci przestawienia się na cyfrowe media oraz od zamiłowania do literatury. Ja sama jestem zdania, że można czytać i książki papierowe (tradycyjne), i jednocześnie być amatorem/amatorką e-booków. Niektórzy powiedzą: wolę mieć książkę w ręku, dotknąć jej, poczuć zapach, powertować strony, przyjrzeć się ilustracjom ... Ale cyfrowa lektura gwarantuje nam, iż nasz wakacyjny bagaż nie będzie cięższy o te kilka książek. Wystarczy zabrać ze sobą specjalny czytnik albo i nawet ... telefon komórkowy - najlepiej ten z obsługą e-boków - czyli nowocześniejszy. To nam jako czytelnikom do szczęścia wystarczy :)

Podsumowując, pragnę podkreślić ważną dla miłośnika książek rolę cyfrowych publikacji. Poza tym na moim profilu "Czytajmy_ebooki" znajdziemy także godne uwagi cytaty, których lekturę z pewnością będą mieli na uwadze między innymi wielbiciele słowa pisanego. Mogą się one przydać wirtualnym poszukiwaczom literackich perełek, gdyż są to słowa warte zapamiętania oraz zastanowienia się nad nimi. Nierzadko spotkamy się tutaj z sentencjami znanych ludzi, toteż tym bardziej powinniśmy doceniać owe perełki. Ale nie samą literaturą żyje człowiek ;) Na profilu odnajdziemy też rozmaite kuchenne inspiracje, czyli tablicę "Pomysły kulinarne". Dzięki nim możemy odkryć kuchnię niebanalną, nieszablonową i po prostu oryginalną. Warto zajrzeć, wybrać coś dla siebie i wypróbować. Dla tych i pozostałych internautów, których być może zainteresują także rysunki albo rozmaite inne pomysły, podaję linka do mojego profilu i zachęcam gorąco do odwiedzin. Myślę, że warto.

http://zszywka.pl/u/czytajmy_ebooki