niedziela, 22 października 2017

Humor sprzed wieku na blogu Pana Trafnego.

Dzisiaj po dłuższej, bo ponad miesięcznej przerwie w publikowaniu postów na niniejszym blogu postanowiłam coś jednak dodać. Padło na bloga Pana Roberta Trafnego, który w swoich wpisach podejmuje nie tylko tematykę naukową, ale też i rozrywkową. Tak więc dziś zaserwuję dawkę dobrego humoru sprzed stu lat. Ówcześni ludzie nie byli wcale pozbawieni tej cechy, jaką jest żartowanie sobie z rozmaitych sytuacji życiowych czy prawienie anegdot. Ich poczucie humoru było może prostsze albo i bardziej "na poziomie" niż dzisiejsze niektóre kawały, ale na pewno było z czego się pośmiać :) Toteż jeśli chodzi o mnie, chyba wybrałabym jednak dowcipy sprzed wielu, wielu lat, ponieważ nie tylko są dla odbiorcy zrozumiałe, ale też bardzo życiowe, wedle tamtejszych obyczajów.

Pan Trafny podzielił owe żarty na dwie części, po mniej więcej tyle samo w każdej. Obie są warte przeczytania i zainteresowania odbiorcy, gdyż dostarczają sporej dawki naprawdę doskonałego humoru. Weźmy na przykład zabawną historyjkę z gołębiem, proboszczem i organistą, zatytułowaną "Kot zjadł". Ta chyba podoba mi się najbardziej :) Kot zjadł gołębia, który miał być wypuszczony podczas mszy jako symbol Ducha świętego ... Ten żart ukazuje nam, iż można sobie dowcipkować nawet z tak poważnych spraw, byle oczywiście robić to z umiarem i pełną klasą, w dobrym stylu. Ponadto w innym humorystycznym przekazie, zatytułowanym "Sposobność", widzimy pewną przewrotność pytającego o pożyczkę, gdy tymczasem jego kolega "traci pamięć". Czyli ludzie z poprzedniej epoki nie byli pozbawieni wcale tej cechy ... Inny był tylko język, poczucie humoru bowiem pozostało praktycznie to samo.

Myślę, że taka dawka dobrego humoru może znakomicie poprawić nasz nastrój, kiedy akurat tego potrzebujemy. Warto czytać ze zrozumieniem dawne żarty, ponieważ nie tylko nas rozbawią, ale i czegoś nauczą. Czego ? A tego, iż kanwa dowcipu jest w zasadzie identyczna, bowiem ludzie aż tak się nie zmieniają w przeciągu lat, a nawet wieków. Moim zdaniem żartujemy ciągle z tych samych rzeczy, jak na przykład księża, ludzka chęć zysku, pijaństwo, ignorancja czy lenistwo. Inny jest tylko, jak już to zauważyłam wcześniej w niniejszym wpisie, język, jakim to wyrażamy. Ale ten sprzed stu lat jest jeszcze całkiem do zrozumienia, ja w każdym bądź razie nie miałam kłopotów z odbiorem przesłania. Uważam, iż warto w ten sposób, jednocześnie dobrze się bawiąc, nauczyć się czegoś o dawnych obyczajach, panujących wśród ludzi.

W podsumowaniu chciałabym podkreślić rolę żartu jako bufora dla złych emocji. Bardzo często dzieje się tak, iż w momentach nie najlepszego nastroju dobry dowcip potrafi rozładować sytuację lub chociażby poprawić nieco samopoczucie. O ile oczywiście zrozumieliśmy ów żart ;) Puenty tak zwanych kawałów sprzed stu lat nietrudno moim zdaniem rozwikłać, bowiem bazują one na odwiecznych ludzkich wadach, które to wymieniłam w poprzednim akapicie. A język też jest jeszcze jasny i klarowny jak dla mnie, ale również i w ogóle dla współczesnego odbiorcy, jak sądzę. Naprawdę opłaca się z korzyścią dla naszej psychiki pożartować sobie czasem :) Zapraszam więc do zapoznania się z dosyć obszernym materiałem, który przygotował dla nas Pan Robert Trafny. Dobry humor za darmo gwarantowany ! Wystarczy kliknąć w linka poniżej:

Dowcipy sprzed stu lat część 1

środa, 13 września 2017

Nightwish - "Islander".

Tym razem postanowiłam przypomnieć sobie i Wam, drodzy czytelnicy, przepiękną balladę muzyczną fińskiej grupy rockowo-metalowej Nightwish. Nosi ona tytuł "Islander", czyli w wolnym tłumaczeniu "mieszkaniec wyspy" lub "pochodzący z wyspy". Utwór ten niemal od samego początku, to znaczy od pierwszego "posłuchania" zaskarbił sobie moją sympatię, ponieważ jest niezwykle liryczny i nastrojowy. Wszystko w nim tchnie nieodmienną magią oraz prawdziwą poezją. Widzimy mężczyznę posuniętego w latach, przybywającego dziwnym statkiem latającym na niesamowitą wyspę na morzu. Statek ów przypomina zarówno jednostkę morską (posiada kotwicę, kadłub jakby łodzi i linę do holowania), jak również latającą - i tu dostrzegamy najwięcej podobieństw. Z całą pewnością potrafi ... unosić się i płynąć nad ziemią, gdyż jego górna część jest jakby żywcem wzięta ze sterowca. Ma postać podłużnego balona, wypełnionego jakimś lekkim gazem, zapewne powietrzem. Kapitan statku, starszy mężczyzna, szuka więc przystani na naszej niezwykłej wyspie. Czy znajduje ? Tego dowiecie się po obejrzeniu omawianego wideoklipu.

Ale to jeszcze nie koniec :) Uważam powyższą scenę za swoiste odniesienie do poszukiwań życiowej drogi, swojego miejsca w świecie oraz życiowej "przystani". Bywa, iż w owych poszukiwaniach możemy natrafić na taką właśnie nietypową, jedyną w swoim rodzaju wyspę. Od nas tylko zależy, czy będzie ona naszym tymczasowym przystankiem, czy też ... zostaniemy na niej. Jest również i drugi wątek: grupa ludzi (członkowie zespołu Nightwish) siedzą, śpiewając i grając na instrumentach wewnątrz ognistego kręgu. Ów krąg może mieć charakter ochronny. Wprawdzie na naszej wyspie nie widać zagrożenia, ale jest ona na tyle jedyna w swoim rodzaju, iż takowe być może czekają za rogiem :) Myślę, iż mogą oni ruszyć w dalszą wędrówkę, kiedy wygaśnie ogień, zmieniając się w popiół. Zresztą w powietrzu unoszą się jakby spopielone skrawki - a może są to płatki kwiatów lub śnieg ? Wyspa bowiem posiada kwitnące drzewa. I to wszystko razem wzięte tchnie właśnie czarem i niesamowitością. Aż kusi, aby spędzić na tym skrawku lądu więcej czasu, zanurzając się w pełnej cudów scenerii. Sama piosenka pasuje do wizualnej otoczki jak najbardziej. Wprawdzie nie analizowałam anglojęzycznego tekstu, jednakże wyłapałam wers o łodzi bez nazwy (a w teledysku widzimy właśnie łódź) oraz coś o podróżnikach i morskim wybrzeżu. Ponadto wyspa jest zbudowana w jakby luźnych kamieni i właściwie nie wiadomo, jakim sposobem to wszystko trzyma się razem :) To moim zdaniem jeszcze podkreśla jej magię i atmosferę jakby nie z tego świata. Podsumowując, pragnę podkreślić niezwykłość zarówno ścieżki muzycznej, jak i sfery wizualnej. Warto obejrzeć i posłuchać, zanurzając się w urokliwy świat "Islandera". Zapraszam:

niedziela, 10 września 2017

My funny pics - autorskie rysunki z przesłaniem.

Dosyć dawno temu natrafiłam w sieci na tego ciekawego bloga o nazwie "My funny pics", czyli "Moje zabawne obrazki". Linka znalazłam na jednym z pozostałych blogów Pana Roberta Trafnego. Jest on człowiekiem wszechstronnym, nie stroni od humoru i refleksji, czego przykładem jest omawiany tutaj blog. Obrazki, a dokładnie rysunki, są jego własnym dziełem, toteż nic dziwnego, iż pragnie on zaprezentować je światu poprzez internet. Jeśli zaś o mnie chodzi, to zaglądam tam od czasu do czasu, bowiem przypadły mi do gustu publikowane obrazki, moim zdaniem bardzo oryginalne i skłaniające do własnych przemyśleń. Jakiś czas temu autor zrezygnował z angielskich tłumaczeń swoich krótkich przypisów do prac graficznych. Pozostały tylko te polskie. Trochę szkoda, ale jest jak jest.

A oto najnowszy wpis blogowy: nosi on nazwę "Yoga". Ukazuje, jak to widać na załączonym do niniejszego posta obrazku, intrygującą i zabawną postać, przypuszczalnie właśnie tytułowego jogina. Zresztą komentarz Pana Trafnego to potwierdza. Brzmi on następująco: "Wykręć swoje nogi i ręce a zostaniesz joginem, może nie najlepszym, ale na pewno pokręconym...". Owo przesłanie jest dla mnie jasne: autor chce nam zakomunikować swój pewien dystans do ideologii Wschodu, czego przykładem może być właśnie joga. Myślę, iż uważa on wysiłek związany z ćwiczeniami tego typu za bezcelowe i raczej niepotrzebne. Nie polemizuję z takim poglądem, sama bowiem jogi nie uprawiam, a moim sposobem na odprężenie jest ... pisanie blogów, słuchanie różnorodnej muzyki oraz czytanie ciekawych książek. Każdy może wybrać sam, co mu pasuje. Nie musi to być koniecznie bardzo modna w dzisiejszym, zachodnim świecie joga, która nie jest taka prosta, jak to mogłoby się wydawać. Wymaga wysiłku i jak sądzę lat praktyki.

Innym postem, który mnie zainteresował, jest ten zatytułowany "Marriage", czyli "małżeństwo". Zawiera on następujący komentarz do zamieszczonej grafiki: "Typowe małżeństwo po przejściach: udawana miłość". Jest to subiektywna opinia, wyrażająca pewne zwątpienie w instytucję małżeństwa i jego trwałość po latach wspólnego życia. Nie ma co ukrywać, iż owe lata często obfitują w pewne przejścia i perturbacje. Nie zawsze wszystko jest usłane różami. Ale czy musi być to koniecznie udawana miłość ? Tak zwane przejścia potrafią wzmocnić związek, a wszystko zależy od osobowości partnerów oraz ich zapatrywań na siebie wzajemnie oraz na samo życie. Takie jest moje zdanie, jednakże nie wykluczam, iż przejścia mogą też owocować wygasłym dawno uczuciem. Trochę to pesymistyczne, ale każdy ma przecież własny pogląd na życie.

Szata graficzna bloga "My funny pics" to klasyczny szablon Bloggera, jeden z dostępnych w tamtejszym panelu użytkownika. Jest on raczej przejrzysty. Same posty posiadają białe tło, natomiast zewnętrzne obramowanie, lekko prześwitujące, jest kolorowe i prezentuje nieco zamazany, nieostry krajobraz. Moim zdaniem nie można mu niczego zarzucić, ponieważ nie zakłóca to czytelności blogowych wpisów, a wymienione zewnętrzne obramowanie całości ładnie kontrastuje z bielą tła postów oraz z ich czarną czcionką. Poza tym z boku strony autor bloga zamieścił kilka ważnych gadżetów, jak na przykład "popularne posty", "archiwum bloga" czy możliwość zasubskrybowania postów albo komentarzy. Wszystkie tytuły bocznych dodatków są ... zapisane po angielsku. Czyli mamy: "popular posts", "blog archive", "subscribe to ..." itp. Nic więc dziwnego, że i reklamy wyświetlane są w języku angielskim. Tak więc według mojej najszczerszej opinii warto odwiedzić bloga "My funny pics" ze względu na interesujące i oryginalne prace graficzne oraz życiowe przypisy autora. Poniżej znajdziecie linka do opisywanego serwisu:

http://funny-bob.blogspot.com/

piątek, 8 września 2017

Shakira - "Try Everything".

Tę piosenkę oraz powiązany z nią teledysk znam już w zasadzie od dawna. Decyduję się opisać i zrecenzować utwór dopiero teraz, ponieważ akurat znalazłam chwilę czasu, poza tym posiada charakter bardzo familijny i przystępny dla wszystkich, niezależnie od wieku. Nie mówię, że pozostałe piosenki i wideoklipy Shakiry są nieprzystępne, wręcz przeciwnie, jednakże ten akurat tchnie wyjątkową radością życia, pogodą ducha i znakomicie poprawia nastrój :) Chodzi mi oczywiście o teledysk promujący kino rodzinne "Zootopia" (po polsku "Zwierzogród"), który wszedł na ekrany już jakiś czas temu i można go spokojnie obejrzeć, wypożyczając lub kupując płytę DVD. Piosenka nosi tytuł "Try Everything", to znaczy "Spróbuj wszystkiego". Wspaniale pasuje jako utwór promujący "Zootopię". Urywki z filmu są przedstawiane tak, aby zachęciły do zapoznania się z nim, czyli te najciekawsze i zapowiadające miłe wrażenia z oglądania. Śpiewająca Shakira wcieliła się tam w rolę piosenkarki "Gazelle", bardzo popularnej w "Zwierzogrodzie". Jej koncerty są oblegane, tak samo podkładającej głos artystki, jak i filmowej gwiazdy.

Shakira doskonale radzi sobie z rolą, sprawia jak zwykle wrażenie rozluźnionej i niezwykle radosnej. W końcu to film dla dzieci, więc i nastrój powinien być odpowiedni. Oczywiście mogą też zobaczyć go rodzice czy inni chętni widzowie, w niczym to nie przeszkadza. Ja po obejrzeniu całego filmu wyniosłam raczej pozytywne wrażenia. Dużo w nim było humoru i optymizmu z rodzaju "zawsze możesz spróbować jeszcze raz" oraz "nie trać wiary we własne siły i możliwości". Więcej nie zdradzę, gdyż w ten sposób nie obejrzelibyście sami "Zwierzogrodu". A piosenka ? Wręcz tryska wymienionym już optymizmem, znakomicie promuje film, jest wręcz urocza dzięki talentowi wokalnemu Shakiry. Teledysk przedstawia ją śpiewającą w studio naprzemiennie z kadrami i co ważniejszymi scenami "Zootopii". To uatrakcyjnia jeszcze całość. Widzieć śpiewającą Shakirę w tym akurat teledysku to dostrzegać znakomite współgranie formy z treścią. Myślę, że wybór tej akurat wokalistki był doprawdy bardzo trafiony ze względu na jej przyjemny głos, coś jak Miley Cyrus bez otoczki skandalu. Obie śpiewały i podkładały głos w filmach Disneya (o ile wiem, to Shakira tylko ten jeden raz). Efekt jest zadowalający skromnie mówiąc, a idąc na całość: wręcz olśniewający i bardzo lekki w formie. Myślę, że wielbiciele kina familijnego, a którzy nie widzieli jeszcze "Zootopii" lub chcą do niej wrócić, z miłą chęcią obejrzą wideoklip i posłuchają tej wpadającej w ucho piosenki. Zapraszam:

poniedziałek, 24 lipca 2017

Strefa gracza - co nieco o grach.

Dzisiaj wzięłam sobie za cel opisanie mojej kolejnej grupy, stworzonej w oparciu o platformę Google+. Chodzi mi o Strefę gracza, która wprawdzie nie zawiera zbyt wiele wpisów, ale to co jest powinno Was zachęcić do między innymi wizyty na moim blogu Świat gier online, na którym podejmuję temat różnego rodzaju gier przeglądarkowych oraz na komputer PC. Mam nadzieję, iż sama grupa zdobędzie z czasem większą popularność, a osoby, które dołączą, zaczną pisać o własnych wrażeniach, związanych z tematyką gier. Bardzo na to liczę :) Póki co, tylko ja sama publikuję ...

Dwa najstarsze wpisy (a jest ich w sumie ... sześć) traktują o znanych chyba graczom tematach: stara jak świat gra Tetris oraz strategiczna czasu rzeczywistego Globulation 2. W tę ostatnią grywałam sobie dosyć często na komputerze i zdążyłam ją też polubić, ponieważ jest dostępna w pełnej wersji zupełnie za darmo (i legalnie), ponadto posiada całkiem niezłą grafikę, no i oczywiście grywalność :) Budujemy w niej unikalne miasto dla ludzików-globulek, które dzielą się na trzy społeczności: robotników, wojowników i zwiadowców. Robotnicy oprócz posilania się w specjalnie wybudowanych gospodach mają za zadanie zbierać materiały budulcowe do wznoszenia lub naprawy obiektów w swoim miasteczku. Wojownicy oczywiście bronią tegoż miasteczka przed wrogami - atakującymi globulkami o odmiennych barwach, lecz tym samym kształcie. Zwiadowcy różnią się wyglądem od robotników i wojowników, gdyż mają postać ptaków. Latają, obserwują przeciwnika i eksplorują nieznane tereny, przyczyniając się do odkrywania mapy gry.

Co do gry Tetris, to każdy gracz ją chyba zna bardzo dobrze :) Ja sama odkrywałam ją wiele lat temu, grając na ... Gameboyu :) Gdyby ktoś nie wiedział - to taki pierwowzór współczesnych konsol do gier. Posiadał czarno-białą grafikę i znakomicie nadawał się do spędzania wolnego czasu na grach. Jeszcze teraz żywię do niego sentyment ... Był oczywiście na baterie-paluszki. No ale teraz można zagrać w rozmaite odmiany Tetrisa na komputerze, komórce, konsoli ... Jest wybór. Jeśli chodzi o mnie, to preferuję klasyczną formę, czyli tetrisowe klocki. Chyba z czystej sympatii ... Historię gry możemy poznać, klikając w linka do Wikipedii. Myślę, że wiele osób grywa sobie jeszcze w tę gierkę, która właściwie nie nudzi się i nie sposób jej zapomnieć ... Polecam :)

Podsumowując, warto czasami poświęcić trochę swojego wolnego czasu i przypomnieć stare, dobre gry. Ale w Strefie gracza opisałam także te nowsze, jak Wiejskie Życie, Forge of Empires czy po prostu mój blog "Świat gier online". Mam nadzieję na rozwój grupy oraz na częstszą publikację różnorodnych wpisów tematycznych. Póki co, jest jak jest, czyli te sześć wymienionych wpisów. Poza tym istnieją kategorie, do których można przypisać posty, jak: Dyskusja, Darmowe gry komputerowe, Darmowe gry przeglądarkowe, Gry płatne, To jest hit !, Gry na DOS-a oraz Różności. Tak więc raz jeszcze zachęcam do aktywnego udziału w życiu społeczności ! Można także, oprócz opisania dowolnej gry, którą lubimy, także streścić swoje wrażenia z gier. Zapraszam więc do publikacji czegoś "od siebie" albo zapoznania się z opisywanymi grami, w które na pewno warto zagrać. Linka do grupy Strefa gracza zamieściłam poniżej:

Strefa gracza - społeczność na Google+

czwartek, 20 lipca 2017

Parov Stelar - "Silent Shuffle".

I znowu powracam do artysty, którego inne muzyczne dzieło "Libella Swing" opisywałam już na łamach niniejszego bloga. Tym razem krótko zrecenzuję utwór "Silent Shuffle" z albumu "Princess", wydanego pięć lat temu, bo w roku 2012. Wymieniony utwór jest utrzymany w klimacie swingu, a w zasadzie electro-swingu, bo linii melodycznej towarzyszy bardziej współczesny, chociaż delikatny, elektroniczny beat. Całość sprawia wrażenie całkiem urocze, miłe dla ucha i z pewnością przyjemne dla innych słuchaczy, nie tylko dla mnie. Parov Stelar tworzy właśnie małe muzyczne arcydzieła, łącząc style współczesne i te z początku ubiegłego stulecia. Ja osobiście często słucham jego utworów i rozmaitych albumów na Spotify, ponieważ tamtejsza muzyka jest za darmo i w dodatku posiada bardzo obszerne zasoby. Ogólnie rzecz biorąc, Parov Stelar jest artystą mało chyba znanym, a szkoda, gdyż warto byłoby wypromować go nieco, zwłaszcza, iż pierwsze dekady zeszłego stulecia są dziś raczej na topie, więc i twórca znakomicie wkomponowałby się w ów trend. Ponadto artysta tworzy i wydaje albumy chyba dosyć często, bo w swoim muzycznym dorobku ma ich już ... dwanaście, nie licząc minialbumów (EP). To moim zdaniem całkiem sporo, mało który twórca może się pochwalić tak licznymi płytami na swoim koncie.

A wracając do samego utworu "Silent Shuffle": co mogłabym jeszcze o nim powiedzieć ? Otóż wydaje mi się on mieszanką wielu instrumentów. Możemy więc dostrzec nie tylko elektroniczny beat, ale i trąbkę czy perkusję. Dalej są bliżej niezidentyfikowane dźwięki, no i oczywiście głos, którego gościnnie udziela Jerry Di Monza. Trąbka i perkusja to klasyczne instrumenty charakterystyczne dla swingu z ubiegłego wieku. Towarzyszą one wielu utworom, które można zaklasyfikować do wymienionego stylu. A co oznacza tytuł "Silent Shuffle" ? Otóż: "Ciche Przetasowanie". Nie bardzo wiem, dlaczego taka, a nie inna nazwa ? Uważam jednak, iż jest to sama "licencja poetica", czyli artysta nazywa swoje dzieło jak mu podpowiada intuicja oraz wena twórcza. Może odstąpić od zasad w imię artystycznej wolności. Ponadto trudno czasem nazwać twór, który w zasadzie nie posiada wcale tekstu, a jedynie ścieżkę dźwiękową. Takie zadanie wymaga od artysty dużej wyobraźni oraz potraktowania swojego dzieła jako czegoś nie do końca powiązanego w ścisłym znaczeniu z nadanym mu tytułem. Przynajmniej ja to tak widzę. Czyli: tworzymy taki tytuł, jaki nam akurat przyjdzie do głowy ? Myślę, że tak. Podsumowując, zapraszam do samodzielnego zapoznania się z opisywanym tu dziełem Parova Stelara. Mam nadzieję, że spodoba się Wam, o ile oczywiście lubicie swing, jak również muzyczne eksperymenty z łączeniem stylów. Gorąco polecam:

czwartek, 13 lipca 2017

Wolne Lektury, czyli skąd wziąć klasykę literacką.

Serwis Wolne Lektury jest przeze mnie znany już od dawna. Tam właśnie odnajdziemy całe mnóstwo e-książek oraz audiobooków do pobrania na komputer - zupełnie za darmo i legalnie. Dlaczego ? Ponieważ do zawartej w serwisie literatury wygasły prawa autorskie, można więc ściągać i jak rozumiem rozpowszechniać bezpłatnie. Szczególnie uczniowie szkół podstawowych, gimnazjów i liceów odnajdą tutaj coś dla siebie, gdyż klasyka literatury jest na ogół równoznaczna z kanonem lektur szkolnych, tych obowiązkowych oraz ponadprogramowych. Warto więc zainteresować się witryną Wolne Lektury.

Jeśli o mnie chodzi, to lubię sobie czasem poczytać jakąś książkę (mam na myśli cyfrową, czyli e-booka), i nie musi to być wcale nowość literacka. Niestety takich właśnie brakuje wśród pozycji Wolnych Lektur. Trochę szkoda, ale rozumiem, że nie można żądać zbyt wiele za darmo. Tak czy inaczej e-książek jest naprawdę wiele, bo wszystkich razem, wraz z audiobookami, ponad ... cztery tysiące ! To robi wrażenie. Na stronie głównej serwisu znajdziemy hasła wywoławcze, po których wyszukamy pożądaną lekturę. Są to: motywy i tematy, kolekcje oraz ostatnie publikacje. Jest i wyszukiwarka u samej góry witryny. Możemy wpisać tytuł książki, jej autora, wybrany motyw/temat, epokę, rodzaj, gatunek, a nawet ... cytat. To znaczące udogodnienie dla poszukującego określonej lektury, toteż opłaca się wypróbować.

Jest i poezja wśród obszernych zbiorów Wolnych Lektur. Szczególnie ujął mnie wierszyk Marii Konopnickiej "Filuś, Miluś i Kizia: wesołe kotki", jako że jestem wielbicielką kotów :) To pozycja raczej dla dzieci w wieku przedgimnazjalnym, a można ją przeczytać online, czyli niekoniecznie pobierając na komputer. W taki oto sposób wypróbujemy, czy utwór przypada nam do gustu. W końcu przecież chcemy mieć w swojej prywatnej biblioteczce cyfrowej same nasze ulubione dzieła, czyż nie tak ? Poza tym powyższy wierszyk o kotkach jest niezwykle ucieszny, antropomorfizuje te przemiłe zwierzątka, nadając im pewne cechy ludzkie, jak taniec, ubranie czy typowa dla dzieci ludzkich zabawa. Myślę, że niejednej osobie może się spodobać, a i sama Maria Konopnicka znalazła w Wolnych Lekturach swoje miejsce.

Podsumowując tę krótką analizę, pragnę stwierdzić, iż serwis Wolne Lektury jest doprawdy wspaniały, ponieważ oferuje za darmo obszerne zbiory literackie do poczytania ze strony oraz do pobrania na komputer. Myślę, że warto często go odwiedzać w poszukiwaniu naszej ulubionej lektury ze szkolnych lat, ale też i może być preferowany przez uczniów rozmaitych szkół. Sama szata graficzna witryny jest jasna i przejrzyście wykonana, co ułatwia korzystanie z serwisu, czyniąc tekst doskonale wyeksponowanym. E-książki nierzadko zawierają pięknie i ze smakiem wykonaną fotografię służącą za okładkę. Całości serwisu patronuje między innymi Ministerstwo Edukacji Narodowej, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego czy Fundacja Nowoczesna Polska. To znakomita rekomendacja dla Wolnych Lektur ! Tak więc zapraszam na stronę, abyście wypróbowali ją sami:

https://wolnelektury.pl/

sobota, 8 lipca 2017

Nightwish - "Élan".

Dziś wpadłam na pomysł zaprezentowania fińskiej grupy muzycznej, której utworów słucham już od dosyć dawna. Gatunkowo można ją przyporządkować do wielu kategorii. Dwie z nich to metal symfoniczny oraz gothic metal (metal gotycki). Chodzi mi o zespół Nightwish, czyli po polsku wieloznaczne i jakże romantyczne "nocne życzenie". Grupa powstała w 1996 roku, a jej założycielem i autorem tekstów jest Tuomas Holopainen. Zespół kilkukrotnie zmieniał wokalistkę, a obecnie jest nią Holenderka Floor Jansen. Myślę, że sprawdza się dobrze. Utwór, który chciałabym dzisiaj omówić, pochodzi z najnowszego albumu "Endless Forms Most Beautiful" i jest zatytułowany "Élan". Właśnie w nim wokalem wiodącym jest wymieniona Floor Jansen. Jej głos jest moim zdaniem niezwykle nastrojowy i znakomicie wpasowuje się w klimat metalu gotyckiego. Skąd wzięła się nazwa piosenki ? Otóż poszperałam w Wikipedii i okazuje się, iż Élan to niewielka mieścina we Francji, w departamencie Ardeny. Może więc wybór takiego tytułu utworu jest nieprzypadkowy ? Élan liczy sobie ... prawie 80 mieszkańców (dane z roku 1990). Według mnie jest to celowe nawiązanie do niszowości muzyki oraz chęć trafienia do ludzi prostych, których porwie i zafascynuje ten gatunek.

Z wypowiedzi Tuomasa Holopainena jako lidera grupy Nightwish wynika jednakże, iż inspiracje do piosenki czerpał on z fińskich opowieści o opuszczonych rejonach całego kraju. Czyli mogłam się pomylić w poprzedniej interpretacji ? Sądzę jednak, że coś w niej jednak było na rzeczy. Ta zbieżność nazw nie może być w mojej opinii dziełem przypadku. Mogę także powiedzieć, iż przedstawienie w teledysku ludzi starszych przy ciężkiej pracy jest swoistym hołdem im złożonym. Są oni jak najbardziej prości, więc i nieskażeni recenzorskimi opiniami. Ich reakcje na dźwięki utworu "Élan" są pozytywnym zaskoczeniem, niekłamanym zainteresowaniem, a nawet w scenie finalnej dobrze się przy niej bawią, tańcząc i reagując spontanicznie. Czyli powstała nam nowa grupa fanów gotyckiego metalu ? Może i tak ;) W każdym bądź razie przekaz wideoklipu jest dla mnie jasny: chęć dotarcia do nowych odbiorców, sprawdzenia reakcji i może pozostania w ich sercach ? Bo jeśli o mnie chodzi, to z całą pewnością będę traktowała zespół Nightwish jako jeden z ulubionych :) Bardzo mi się podoba metal gotycki, ponieważ jest to muzyka porywająca, a sam zespół wykonuje ją po prostu mistrzowsko. Warto więc obejrzeć teledysk "Élan" i ocenić, czy nam się spodoba taka konwencja. Zapraszam:

sobota, 1 lipca 2017

Wiejskie Życie - w to warto grać.

Całkiem niedawno powróciłam ponownie, mam nadzieję już na dobre, do gry przeglądarkowej Wiejskie Życie. Zaczęłam grać od początku, co dało mi zupełną satysfakcję z powodu szybko zaliczanych poziomów i niezbyt skomplikowanych zadań. Chodzi mi rzecz jasna o grę Wiejskie Życie na Facebooku. Tam gra się lepiej niż poprzez inne serwisy, ponieważ można zaprosić o wiele więcej aktywnych graczy, aby nam pomagali. Duże znaczenie ma tu łatwość w budowie i kompletowaniu maszyn produkcyjnych, bowiem bardzo często system sam oferuje nam potrzebne części, co  znacznie ułatwia samą rozgrywkę.

Wiejskie Życie to gra rolnicza (farmerska), ale też i symulacja życia na farmie. Do naszych zadań należy wypełnianie questów, okolicznościowych misji, odwiedzanie sąsiadów i pomaganie im w ich pracach farmerskich, kompletowanie kalendarza miesięcznego oraz odbiór codziennych bonusów za logowanie. To oczywiście nie wszystko, co proponuje nam ta przyjemna gierka. Możemy również sadzić, siać, zbierać, nawozić i podlewać nasze rośliny i drzewa owocowe - niekoniecznie w ramach wyznaczonych nam zadań. Cała praca, mimo iż najczęściej spada na nas (bo można używać maszyn rolniczych lub automatyzacji czynności farmerskich), to i tak okazuje się być odprężająca oraz bardzo ciekawa. Oczywiście dla osób, które lubią tego typu rozrywkę. Każdy może przecież wybrać sobie inną grę, na Facebooku jest ich wiele i w rozmaitych gatunkach.

Dlaczego warto grać w Wiejskie Życie ? Przede wszystkim dla jej uroku. Mamy tu do czynienia z miłą dla oka symulacją farmy. Grafika jest dopracowana, a jeśli jakiemuś elementowi wizualnie czegoś brakuje, to zespół techniczny bardzo szybko to naprawia tak, aby część wyglądała jak najlepiej. Niedawno zmieniono na przykład wizerunek imprezowej owcy, lamy i habitatu niedźwiedzi. Ten pierwszy według mnie aż dopraszał się zmiany, bo był w moich oczach ... no, trochę nieładny. Pozostałe dwa podobały mi się, jednakże teraz również wyglądają OK. Widzimy więc, iż ekipa od spraw technicznych działa prężnie i z pewnością ma niemało obowiązków. W końcu gra zalicza się do tych z opcjami premium, więc warto się starać dla potencjalnego klienta ;) Ponadto najlepiej się gra przez aplikację Facebook Gameroom, ponieważ tocząc rozgrywkę bezpośrednio z przeglądarki ryzykujemy ... zaśmiecenie naszego profilu co i rusz najdrobniejszymi informacjami o naszych sukcesach w grze.

Oczywiście można grać zupełnie za darmo, niczego nie kupując. W tym celu wystarczy oszczędnie gospodarować zwykłymi monetami, dukatami premium oraz punktami automatyzacji. Te ostatnie wyręczają nas w żmudnych i długotrwałych pracach. Wystarczy po prostu włączyć automatyzację i mamy produkcję z głowy. Tymczasem możemy zając się innymi sprawami, jeśli tylko chcemy. To znacząca oszczędność czasu oraz ... naszej cierpliwości. Warto włączyć automatyzację, gdy zadania nas nużą, a jednak chcemy je zaliczyć dla określonych profitów. Ja sama jednak jestem jeszcze na tak niskim poziomie (zaledwie dwudziesty dziewiąty), że nie muszę tego robić zbyt często. Podsumowując: Wiejskie Życie na Facebooku stanowi dla wielbicieli wirtualnego rolnictwa niebywałą gratkę, ponieważ posiada ono ładną grafikę, niezbyt trudno się gra, ale też i uprawa roli sama w sobie jest satysfakcjonująca. Zapraszam więc miłośników internetowych prac farmerskich do wypróbowania swoich sił w grze. Linka podaję niżej:

https://apps.facebook.com/wiejskiezycie/

sobota, 24 czerwca 2017

Parov Stelar - "Libella Swing".

Ostatnio słucham sobie niemal wyłącznie utworów swingowo-jazzowych, w wykonaniu niejakiego Parova Stelar'a. Artysta ten pochodzi z Austrii, a w rzeczywistości nazywa się  Marcus Füreder. Wykonuje zawód DJ-a, jak również producenta muzycznego. Jego autorska twórczość jest zbliżona właśnie do jazzu, połączonego ze swingiem i muzyką elektroniczną. W sumie wychodzi bardzo oryginalny oraz wpadający w ucho mix. Dzisiejszy utwór, o którym pragnę wspomnieć, zatytułowany "Libella Swing" pochodzi z albumu "Coco" i jest, jak sama nazwa sugeruje, typowym przedstawicielem gatunku swingowego. Kojarzy mi się z początkiem ubiegłego stulecia, kiedy taka muzyka była bardzo popularna, a wręcz modna. Także i dzisiaj wraca moda na kawałki typu "oldschool", łączące w sobie nierzadko elementy jazzu, swingu i muzyki elektronicznej. Inaczej mówiąc: stare i nowe w jednym. Ja osobiście uwielbiam podobną muzykę, ponieważ jest bardzo klimatyczna, przenosi nas w pewnym sensie do epoki jazzu i swingu, kiedy takie utwory dominowały w branży muzycznej i na parkietach. Myślę, że nie tylko ja podzielam sympatię do starych, przerobionych kawałków.

"Libella Swing" jest utworem bez słów, sama muzyka. Rozpoznaję w nim trąbkę i współczesny "beat", czyli rytm. Trąbka jest bardzo typowa dla muzyki tamtych czasów. Melodia urzeka prostotą, główny wątek powtarza się. Dostrzegam też rozmaite wariacje, dotyczące wymienionego motywu przewodniego. Całość brzmi elegancko i stylowo. Prawdę mówiąc, "Libella Swing" została najpierw wydana jako minialbum (EP) w 2008 roku, następnie już jako element pełnoprawnej niejako płyty "Coco" w 2009 roku. Myślę, że zarówno album, jak i sam utwór zadziwia i budzi respekt, gdyż autor Parov Stelar ma niebywały talent, chociaż jego zespół Parov Stelar & Band odgrywa, o ile mi wiadomo, stare piosenki, wplatając w nie bardziej współczesny beat. W efekcie wychodzą im twory piękne, nietuzinkowe oraz bardzo odległe od banału. Tacy artyści, jak Lilja Bloom czy Max the Sax nierzadko użyczają swojego talentu, co tylko podkreśla niepowtarzalność materiału. Myślę, iż warto posłuchać opisywanej muzyki i utworu, który niniejszym krótko zrecenzowałam. Gwarantuję, że "Libella Swing" zapadnie Wam w pamięć, o ile tylko chociaż odrobinę interesuje Was zaprezentowany gatunek. Polecam i zapraszam:

wtorek, 20 czerwca 2017

Blogeria - świat się kręci wokół blogów.

Stosunkowo niedawno, bo jakieś dwa tygodnie temu założyłam na Facebooku stronę, która z założenia miała służyć ... prezentacji moich blogów, a konkretnie nowych wpisów na nich. Pomyślałam sobie, że reklamy nigdy dosyć :) toteż rozpoczęłam publikację wiadomości o tychże najnowszych blogowych postach. Muszę przyznać, że posiadając na Facebooku mnóstwo znajomych i wysyłając do nich apele o polubienie mojej strony, uzyskałam pewien odzew. Mianowicie: moją Blogerię (bo tak strona się nazywa) polubiło już ... 17 osób :) Zawsze miło widzieć, iż ktoś docenił moją pracę - hobby. Mam nadzieję, iż moje starania zapewnią większą popularność moim blogom. W końcu Facebook jest doskonałym ku temu narzędziem.

Dlaczego Blogeria i "świat się kręci wokół blogów" ? Otóż szukałam po prostu ciekawej i w miarę oryginalnej nazwy dla mojej facebookowej strony. Do głowy mi przyszło: "Blogeria", bo to słowo brzmi całkiem interesująco, jak również przypomina inne, często spotykane w słowniku hasła, jak: koteria, lamperia czy ... histeria ;) Przypomina, a więc będzie wystarczająco "naturalne" i oczywiście ... niepowtarzalne. Takie właśnie założenie przyświecało mi podczas wymyślania nazwy dla strony. Co do hasła opisującego Blogerię, czyli "świat się kręci wokół blogów", można uznać, iż jest ono trochę sloganem reklamowym, mającym za zadanie zachęcić internautów do częstszych wizyt na stronie :) Póki co, przedstawiam na niej tylko nowe wpisy z moich własnych blogów, krótko je charakteryzując i podając linka do tegoż posta. Ale kto wie, może w przyszłości pojawią się "reklamy" Waszych zaprzyjaźnionych blogów ? Jestem otwarta na propozycje :)

Facebook ma to do siebie, iż adresy nowo utworzonych stron kończy ... dosyć długimi cyferkami. To utrudnia zapamiętanie adresu strony, no bo kto będzie utrwalał sobie w pamięci długi dosyć ciąg cyferek ? Myślę, że raczej nikt. Ale istnieje doskonałe rozwiązanie. Jeśli tylko nasz powiązany ze stroną profil zyska określoną liczbę znajomych, będzie można stworzyć sobie indywidualną nazwę użytkownika. W moim przypadku jest to naturalnie "Blogeria". To właśnie jest "sekret" mojej oryginalnej nazwy strony. A co do jej zawartości, to obecnie posiada ona już siedem wpisów ! Po prostu w miarę pojawiania się nowych wpisów na moich blogach, jednocześnie publikuję ich krótkie "metryczki" na "Blogerii". I przyznam się, że mam już wejścia !

Mam nadzieję, że "Blogeria" będzie rozwijała się prężnie, stanowiąc swoiste zaplecze dla moich blogów. Chcąc je lepiej wypozycjonować, nie warto raczej pomijać podobnych zabiegów. Można więc w nich wykorzystać właśnie popularnego Facebooka. Jeżeli tylko mamy już pewną grupkę znajomych, warto zaproponować im nasze treści, które pragniemy wypromować. Nie musi być to wcale robione na siłę czy nachalnie (a wręcz nie powinno). Według mnie dobra, wartościowa i naturalnym językiem napisana treść obroni się sama, zyskując sobie zainteresowanych odbiorców. Na przykład blogi: jeśli piszemy je z autentyczną pasją, czemużby nie miały one zaciekawić internautów, chętnych poczytać więcej ? Z takiego właśnie założenia wychodzę i to mi przyświeca w mojej pracy, która póki co jest tylko hobby. Zapraszam więc na "Blogerię", abyście byli już na bieżąco z nowymi wpisami na moich blogach. Oto link do niej:

https://www.facebook.com/blogeria/

niedziela, 18 czerwca 2017

Jain - "Makeba".

Na dzisiaj mam kolejny teledysk francuskiej wokalistki Jain, zatytułowany "Makeba". Od razu widać po obejrzeniu go, iż jest on wizualną kontynuacją wideoklipu "Come". Świadczy o tym pierwsza scena "Makeby" z przekłuwanymi balonikami, która jest zarazem ostatnią "Come". Obie są identyczne. Tak więc "Makeba" ukazuje nam rozmaite zagadki wzrokowe, które jednakże moim zdaniem "nie umywają się" do tych obecnych w "Come". Tamte jakoś bardziej przykuwały moją uwagę, chociaż także i łamigłówki wplecione w teledysk "Makeba" są niczego sobie. Szczególnie zwróciła moją uwagę scena z Jain, siedzącą ze zwieszonymi nogami na krawędzi wieżowca - drapacza chmur. Widać, że artystka prowadzi swoistą grę z publicznością, polegającą na podsuwaniu zagadek, typu "zgadnij, czy naprawdę siedziałam na krawędzi tego bardzo wysokiego budynku" albo końcową sceną z ... malowaniem pasków na afrykańskiej zebrze. Myślę, że taki fotomontaż jest ciekawy dla oka. Wprowadza wprawdzie widza w ... błąd, ale jest to błąd zupełnie niewinny. Dzięki niemu nasz mózg może trochę popracować, zamiast postrzegać oczywistość jako taką. Warto trochę pogłówkować i popatrzeć sobie na te logiczne zagwozdki :)

Jeśli zaś chodzi o tematykę utworu, to jest on wyraźnie związany z Afryką. Widać czarnoskórych tancerzy oraz dzieci, afrykańskie krajobrazy, jak też i sam rytm piosenki przypomina proste, afrykańskie "przyśpiewki". Bardzo spodobał mi się zwłaszcza kadr, przedstawiający Jain stojącą na dosyć wysokiej formacji skalnej, a w tle pejzaż sawanny. Był on jak dla mnie bardzo malowniczy, przypominał ... pocztówkę z dalekiej podróży. Widzimy także wielokrotnie scenę budowy (można dostrzec rusztowania), na której są zatrudnieni czarnoskórzy pracownicy. Oczywiście oni również ... tańczą :) No i wzorzyste grafitti na ścianie. Wszystko to są elementy powiązane znaczeniowo właśnie z Afryką. Grafitti przypomina przecież tradycyjną sztukę afrykańską, rytmiczność i taniec także jest elementem właściwym kulturze tego kontynentu. Nic w tym dziwnego, ponieważ Jain przez pewien czas mieszkała właśnie w Afryce (Kongo), toteż nawiązuje ona w swoim teledysku do motywów z Czarnego Lądu. No i czy wiecie, skąd wziął się tytuł piosenki, czyli "Makeba" ? Otóż istnieje ... ulica z nazwiskiem niejakiej Miriam Makeba. Jain pozostaje tajemnicza i nie ujawnia, gdzie się ona znajduje. W domyśle pewnie gdzieś w Afryce ... ? Tak więc uważam, iż doprawdy warto obejrzeć opisywany tutaj przeze mnie teledysk, wsłuchać się w jego rytm i prostą melodię, a poniekąd przeniesie on nas do Afryki. Zapraszam:

czwartek, 15 czerwca 2017

Spotify - witryna pełna muzyki.

Serwis muzyczny Spotify to moja ulubiona strona, którą wybrałam ze względu na darmowy i legalny dostęp do mnóstwa piosenek oraz albumów. Słuchanie przy jej udziale muzyki jest bardzo przyjemnym, jak również i relaksującym zajęciem. Ten serwis udostępnia nieprzebrane zasoby muzyczne słuchaczom na zasadzie odtwarzacza online (słuchamy będąc na stronie) lub też możemy pobrać i zainstalować u siebie odpowiedni program. W obu przypadkach niezbędny jest dostęp do internetu, inaczej nic nam nie wyjdzie ze słuchania muzyki :) Oczywiście w dzisiejszych czasach to raczej nie problem, niemal każdy ma internet w domu albo korzysta przykładowo z miejskich hotspotów. Czyli można słuchać praktycznie na okrągło ;)

Dlaczego wybrałam ten właśnie serwis i jak na niego trafiłam ? Ostatniego już dobrze nie pamiętam, a wybrałam i pozostałam przy Spotify z powodów oczywistych - mnóstwo dobrej muzyki, radia internetowe oraz playlisty - sugerowane lub tworzone przez nas na zasadzie indywidualnych preferencji. Zaimplementowana wyszukiwarka posłuży nam pomocą, jeśli poszukujemy akurat konkretnych treści, typu wykonawca, album muzyczny, utwór albo playlista. Aby jednak skorzystać z muzyki za darmo, należy założyć sobie konto albo zalogować się przez Facebooka, którego w obecnych czasach ma już chyba każdy. Po zalogowaniu widzimy proponowane, uprzednio przygotowane przez obsługę serwisu Spotify playlisty. Możemy kliknąć dowolną z nich, aby móc od razu cieszyć się muzyką. Istnieje także opcja przeglądania muzycznych zbiorów według gatunków i ... nastrojów / przeznaczenia. Z tych ostatnich mamy muzykę spokojną, nastrojową, na imprezę, do treningu, kolacji, na koncentrację, do snu lub nawet na podróż. Jest w czym wybierać.

Jeśli o mnie chodzi, to korzystam z serwisu Spotify z przerwami już od jakichś dwóch lat. Jestem z niego zadowolona i nie zwracam już prawie uwagi na obecne w nim reklamy-przerywniki. Innymi słowy: jeśli chcemy mieć muzykę za darmo, musimy co kilka utworów odsłuchać też raczej niezbyt długich, ale jednak reklam. No chyba, że zdecydujemy się wykupić dostęp premium. Ja z niego nigdy nie korzystałam, toteż niewiele mogę powiedzieć, poza tym, iż nie ma w nim na pewno reklam. Dostęp darmowy sprawdza się jednak doskonale i moim zdaniem można przymknąć ... oko ? ucho ? ;) nawet i na reklamy. Nie są one specjalnie moim zdaniem uciążliwe. Jeśli zaś chodzi o inne tego typu serwisy, to wypróbowałam już podobnego do Spotify Deezer-a, ale tam nie bardzo da się normalnie słuchać muzyki, ponieważ co i raz doświadczamy ... zawieszek tegoż. Czyli odpada.

Na koniec pragnę jeszcze dodać, że Spotify jest bardzo dobrym i trafionym wyborem, jeśli chcemy powiedzmy przesłuchać jakiejś płyty przed jej zakupem w sklepie. Nie, serwis ten nie oferuje podobnej możliwości, a szkoda ... Chodzi mi raczej o sklep muzyczny stacjonarny albo internetowy. Tak więc istnieje duża szansa, iż odnajdziemy w Spotify nasz upragniony album, ponieważ serwis ten, według tego, co przeczytałam na stronie głównej, proponuje swoim słuchaczom ... miliony (dosłownie !) piosenek oraz całe mnóstwo albumów muzycznych. Ja wybrałam opcję odtwarzacza internetowego, do którego link znajduje się na samym dole strony - wystarczy przewinąć. Tak po prostu jest mi wygodniej, ale kto wie, może z czasem wypróbuję i zainstaluję dedykowany program komputerowy ? Na razie jednak wystarcza mi dostęp online ze strony. Podsumowując, serwis Spotify uważam za godny polecenia i wypróbowania, o ile jeszcze ktoś go nie zna. Warto, gdyż jest, jak to już napisałam wcześniej, zupełnie darmowy, nie zauważyłam też, aby się zawieszał. Chętnym internautom podaję niniejszym link do strony i gorąco zachęcam do jej odwiedzin:

https://www.spotify.com/pl/

niedziela, 11 czerwca 2017

Lindsey Stirling - "Crystallize".

I znowu wracam do wideoklipu, nakręconego z udziałem Lindsey Stirling. Tym razem sceneria jest wprost magiczna, naprawdę niesamowita i przykuwająca uwagę. Mowa o ... lodowych tunelach, w których dzieje się akcja teledysku. "Crystallize", czyli po polsku "krystalizować się" (bo to czasownik), jest w rzeczywistości bardzo adekwatne do widoku, który rozpościera się przed naszymi oczami. Wymienione lodowe tunele przybierają doprawdy fantastyczne formy, a można je odnaleźć w ... Kolorado (USA), o ile dobrze zrozumiałam końcową wypowiedź Lindsey. Takie formacje są jak najbardziej dziełem natury, a muzyka skrzypcowa w wykonaniu artystki współgra znakomicie z tymi "lodowymi zamkami", w sposób liryczny podkreślając ich piękno. Ogólnie rzecz biorąc można ową muzykę potraktować jako kontemplację zimowego uroku przyrody oraz często niezwykłych i zdumiewających form, jakie może ona przybierać. To swoisty hołd, złożony naturze, no i, rzecz jasna, Stwórcy, bowiem Lindsey jest osobą religijną. Chociaż w wymienionym wideoklipie brakuje dynamizmu, znanego skądinąd z rozmaitych, popularnych obecnie telewizyjnych teledysków, to mimo wszystko znajdziemy w nim ... natchniony spokój oraz skupienie. Przyda się w dzisiejszych, pędzących nie wiadomo gdzie czasach.

Utwór "Crystallize" pochodzi z pierwszego albumu artystki, zatytułowanego po prostu ... "Lindsey Stirling". Jeśli o mnie chodzi, to mam ich wszystkie trzy, o ile wziąć pod uwagę pełnoprawne płyty, a nie single. Naturalnie niczego nie ujmując tymże singlom. Lindsey zawsze podczas gry na skrzypcach również ... tańczy, co można zauważyć także i w omawianym wideoklipie "Crystallize". Owe formy przypominają mi balet albo taniec nowoczesny. Swoim tańcem podkreśla ona klimat utworu, pełnego zadumy i niewypowiedzianego piękna. Lodowe formacje są ukazane o różnych porach dnia, pod różnym kątem, z daleka lub bliska. Szczególnie nastrojowo wyglądają podświetlone wieczorem, ale rzecz jasna nie tylko wówczas. Są naprawdę obszerne, Lindsey swobodnie przechadza się po ich wnętrzu, grając na skrzypcach. Nie na próżno zostały nazwane "lodowymi zamkami", ponieważ nie tylko są tak duże, ale i uformowane przez naturę na sposób przypominający owe zamki, z pięknymi, skrystalizowanymi lodowymi soplami. Muzyka Lindsey Stirling niejako "odtwarza" sam proces krystalizacji, spaja się z nim nierozerwalnie, czyniąc całość czymś bardzo pięknym, tajemniczym i fascynującym. Tak więc zapraszam serdecznie do obejrzenia wideoklipu oraz wsłuchania się w ową pełną uroku, wzruszającą muzykę:

sobota, 3 czerwca 2017

Mój profil na Zszywka.pl

Tym razem postanowiłam opisać nieco mój profil założony w serwisie Zszywka.pl. Ogólnie rzecz biorąc, służy on do gromadzenia rozmaitych, ciekawych oraz wartych uwagi zdjęć, które są według osoby dodającej niebanalne i po prostu interesujące. Profil założony przez siebie w tym raczej chyba znanym portalu nazwałam "Czytajmy_ebooki", jako że postanowiłam pododawać tam trochę okładek e-książek z racji mojej przynależności do programu partnerskiego Nexto. Program ten oczywiście służy promocji i popularyzacji e-booków jako wartościowych, cyfrowych publikacji. Tak więc uczestniczę w nim i staram się aktywnie działać :) Jeśli ciekawi Was, co umieściłam, wystarczy kliknąć w linka specjalnie dedykowanej tablicy: "Płatne ebooki".

Naturalnie nie cała zawartość mojego profilu to e-booki. Są tam również fotografie podpatrzone u innych użytkowników, specjalnie przypięte do moich tablic o różnej tematyce. Mamy następujące: Płatne ebooki (jak powyżej), Cytaty warte uwagi, Rysunki (niestety nie moje), Ciekawe strony (gromadzę tam ... linki do moich stron, blogów i profilów społecznościowych), Pomysły kulinarne oraz Pomysły rozmaite. Czyli w sumie sześć tablic, które moim zdaniem powinny zainteresować odwiedzającego internautę. Póki co, obserwujących owe tablice mam tylko sześciu, jednakże liczę na większą oglądalność. Klucz tkwi moim zdaniem w odpowiedniej promocji oraz aktywności w serwisie. A jak odkryłam Zszywkę ? Prawdopodobnie szukałam w internecie witryny podobnej do Pinteresta, na którym też mam profil - oczywiście w celu promocji e-booków :)

Co do cyfrowych publikacji, to myślę, iż wymagają one szerzej zakrojonej reklamy, ponieważ wiele osób nawet nie wie, czym są. Na szczęście mnóstwo młodszych duchem i wiekiem już zdaje sobie sprawę, jak pożyteczne i ciekawe mogą się okazać e-książki. Wszystko zależy od chęci przestawienia się na cyfrowe media oraz od zamiłowania do literatury. Ja sama jestem zdania, że można czytać i książki papierowe (tradycyjne), i jednocześnie być amatorem/amatorką e-booków. Niektórzy powiedzą: wolę mieć książkę w ręku, dotknąć jej, poczuć zapach, powertować strony, przyjrzeć się ilustracjom ... Ale cyfrowa lektura gwarantuje nam, iż nasz wakacyjny bagaż nie będzie cięższy o te kilka książek. Wystarczy zabrać ze sobą specjalny czytnik albo i nawet ... telefon komórkowy - najlepiej ten z obsługą e-boków - czyli nowocześniejszy. To nam jako czytelnikom do szczęścia wystarczy :)

Podsumowując, pragnę podkreślić ważną dla miłośnika książek rolę cyfrowych publikacji. Poza tym na moim profilu "Czytajmy_ebooki" znajdziemy także godne uwagi cytaty, których lekturę z pewnością będą mieli na uwadze między innymi wielbiciele słowa pisanego. Mogą się one przydać wirtualnym poszukiwaczom literackich perełek, gdyż są to słowa warte zapamiętania oraz zastanowienia się nad nimi. Nierzadko spotkamy się tutaj z sentencjami znanych ludzi, toteż tym bardziej powinniśmy doceniać owe perełki. Ale nie samą literaturą żyje człowiek ;) Na profilu odnajdziemy też rozmaite kuchenne inspiracje, czyli tablicę "Pomysły kulinarne". Dzięki nim możemy odkryć kuchnię niebanalną, nieszablonową i po prostu oryginalną. Warto zajrzeć, wybrać coś dla siebie i wypróbować. Dla tych i pozostałych internautów, których być może zainteresują także rysunki albo rozmaite inne pomysły, podaję linka do mojego profilu i zachęcam gorąco do odwiedzin. Myślę, że warto.

http://zszywka.pl/u/czytajmy_ebooki

środa, 31 maja 2017

Shakira - "Give It Up To Me".

Jeśli o mnie chodzi, to nie jestem jakąś tam wybitną fanką Shakiry. Po prostu podobają mi się jej niektóre utwory. Jednym z nich jest właśnie "Give It Up To Me". Jest on singlem pochodzącym z albumu "She Wolf". Album został wydany 19 lipca 2009, singiel natomiast nieco później, bo 10 listopada 2009. "Give It Up To Me" jest utrzymany w konwencji taneczno-popowej. Shakirze, towarzyszy w nim niejaki Lil Wayne, amerykański raper. Razem tworzą niezapomniany, bardzo ciekawy duet sceniczny. W tekście (wziętym z serwisu Tekstowo) oczywiście nie brakuje nieco hmm ... kontrowersyjnych zwrotów. Podam jeden: "(...) my girl is a queen, and she do what I say and I say what I mean". Po polsku można zdanie przetłumaczyć mniej więcej tak: "moja dziewczyna jest królową i robi co mówię, a mówię to, co mam na myśli". Trochę to stereotypowe podejście, całe to wymaganie "rób co mówię" i chociaż Lilowi Wayne'owi nie brakuje uroku, to jednakże podobne słowa mają w moich oczach negatywny wydźwięk. Sam tytuł piosenki "Give It Up To Me" po polsku tłumaczymy jako "Zostaw to mnie". Ogólnie tekst, nie licząc tak zwanych zwrotów-niespodzianek (patrz: wymienione wcześniej) niesie ze sobą całkiem pozytywne wibracje. Chociażby refren: "You can have it all. Anything You want You can make it yours. Anything You want in the world (2x). Give it up to me." Po polsku, według tłumacza Google, brzmi to tak: "Możesz mieć to wszystko. Cokolwiek chcesz, możesz to zrobić. Cokolwiek chcesz na świecie (2x). Zostaw to mnie.". No i jak tu odmówić takiemu pozytywnemu przesłaniu ? Nie sposób :)

Jeśli mowa o choreografii teledysku, to widzimy w nim mnóstwo tańczących, wyginających się w takt muzyki postaci. Sama Shakira, zmieniająca kilka razy kostium, wygląda nieodmiennie uroczo i zachwycająco w moich oczach. Lil Wayne po prostu rapuje i ogólnie robi dosyć zabawne wrażenie, z naciskiem jednak, pomimo pewnych tekstów, na pozytywy. Utwór łatwo wpada w ucho i można go później rozpoznać bez problemów. Myślę, że będzie on jednym z moich faworytów z dorobku Shakiry. A pomyśleć, że poznałam go dzięki serwisowi Youtube zaledwie ... kilka dni temu :) Youtube czasem sugeruje nam pewne utwory, jeśli przesłuchaliśmy wcześniej inne, na zasadzie podobieństwa. Tak było i w moim przypadku. Piosenka doprawdy tchnie optymizmem i wręcz szczęściem, afirmuje według mnie radość życia i pozytywne podejście do spraw. A nawet można powiedzieć, sądząc po dalszych jej słowach, iż jest ... zalotna :) Z całą pewnością przesłucham ją jeszcze wiele razy ... Oczywiście relacje damsko-męskie są częstym motywem przewodnim piosenek, szczególnie popowych. Ta nie jest inna, lecz przez to wcale nie staje się nudna. Shakira daje z siebie bardzo wiele w tym utworze, podobnie Lil Wayne. Uważam, iż warto wracać do starego, dobrego popu. Utwór przecież spodobał się nawet wybrednym krytykom, chociaż sam teledysk zyskał sobie już mieszane uczucia z ich strony. Tak więc obejrzyjcie i oceńcie sami :) Ciekawa jestem, czy wam przypadnie do gustu ?

czwartek, 27 kwietnia 2017

Mesajah - "Otwórz serce".

Zwykle mało słucham muzyki reggae, ale Mesajah jest tu wyjątkiem. Bardzo lubię jego piosenki za życiowe teksty i otwartość. Dziś postanowiłam opisać nieco utwór "Otwórz serce" z najnowszej płyty "Powrót do korzeni". Niestety teledysku do niego nie ma. Słuchając na Youtube, widać tylko okładkę albumu zamiast wideoklipu. Trochę szkoda, bo to zawsze urozmaica wizualnie utwór. No, ale trudno. Weźmy się do analizy tekstu, skoro brakuje teledysku do opisania. Pierwszy, jakże poruszający wers, który powtarza się wielokrotnie, to "Idąc przez życie jedną z wielu dróg, kiedy brak Ci miłości, ducha ogarnia chłód". To znakomita kwintesencja naszych czasów, w których pogoń za karierą i pieniądzem niweluje w zasadzie, przynajmniej w moich oczach, wyższe uczucia. Kiedy ktoś dba tylko o stronę materialną, często zapomina o duchowej. Taki kołowrotek trwa na co dzień, jesteśmy zabiegani i zajęci, istotnie "brakuje nam miłości", a naszą duszę "ogarnia chłód", co jest naturalną konsekwencją braku uczuć. Dalej piosenka brzmi: "Wiedz, że codziennie obserwuje Cię Bóg, otwórz serce dla niego, by zamieszkać w nim mógł". Widać tu żywą wiarę artysty, chociaż, jak mi wiadomo z innego utworu, stroni on od Kościoła jako od instytucji. Mimo wszystko wierzy w Boga, a otwarcie się na niego uważa za kluczowe w życiu.

Ogólnie w tym utworze poruszany jest temat miłości, życzliwości i otwartości na bliźniego. Jeszcze jeden wers uważam za istotny, nie ujmując oczywiście niczego reszcie: "Kłamstwami nie daj się mamić, nie przestawaj chwalić Go". Co to za kłamstwa ? Myślę, że chodzi o ludzką hipokryzję, zakłamanie, fałsz i obłudę, które tępi z prawdziwym zaangażowaniem Mesajah. Przysłaniają nam one prawdziwy obraz Boga, Jego dzieł i wspaniałości. Chwalić Boga to żyć w zgodzie z Jego prawem miłości bliźniego, nie być zamkniętym na miłość i zwyczajną ludzką życzliwość. Bardzo często tego właśnie brakuje nam w życiu, stąd wynikają rozmaite niesnaski i konflikty. Poza tym każdy z nas bywa przecież egoistyczny, ważne jest jednak, aby starać się żyć tolerancyjnie, w pokoju z innymi oraz w pozytywnym do nich nastawieniu, a także w zgodzie z własnym wnętrzem, przekonaniami i Bogiem, który jest miłością. Wtedy świat byłby piękniejszy ... I na koniec co nieco o samym artyście: pod pseudonimem Mesajah kryje się Manuel Rengifo Diaz, którego rodzice to Peruwiańczyk i Polka. Takie mieszane małżeństwo z pewnością uczy swoje dzieci tolerancji i otwartości na ludzi innej kultury, jak również o innych zapatrywaniach. Zapewne stąd wypływa charyzma artysty oraz jego pozytywne i optymistyczne nastawienie do życia, które promieniuje z utworów. Właśnie dlatego chętnie ich słucham :) Ogólnie muzyka reggae z samej swojej natury i południowego pochodzenia jest doskonałym "pocieszaczem" i motywatorem. Sprawdza się jako recepta na dopadające nas czasem pesymistyczne nastroje, niosąc zarazem ze sobą pozytywne treści. Oczywiście każdy ma swój rozum i wcale nie trzeba koniecznie palić "ziela", żeby jej słuchać. Ja nie palę, a czasem ją sobie włączę - ostatnimi czasy nawet częściej. Tym samym kończę niniejszy wpis, zapraszając do wysłuchania utworu "Otwórz serce":

niedziela, 23 kwietnia 2017

Przyroda w obiektywie - grupa oparta o platformę Google+

Dawno już chciałam opisać tę stworzoną przeze mnie na Google+ grupę tematyczną, poświęconą przeważnie amatorskim fotografiom przyrody. Nie ukrywam, że ... głównie moim :) "Przyroda w obiektywie" z założenia ma prezentować fotografie natury na różnym poziomie umiejętności autora takich zdjęć. Jest otwarta na nowych członków, tak się jednak złożyło, iż jedyną publikującą osobą póki co jestem ... znowu tylko ja :) Mam jednak nadzieję, że z czasem tych moich pięciu użytkowników zamieści coś swojego albo nawet i link do jakiejś strony fotograficznej. Obecnie są cztery kategorie tematyczne: fotografia amatorska, promocja, do przedyskutowania i profesjonaliści. Ci ostatni również znaleźli swoje miejsce w grupie: opublikowałam mianowicie linka do strony internetowej Związku Polskich Fotografów Przyrody. Zaciekawiła mnie ona z powodu wysokiego poziomu zdjęć oraz po prostu ich artyzmu. To prawdziwa sztuka piękna.

Jeśli chodzi o moje fotografie, to pomyślałam, że są w sam raz na dobry początek, "rozruszanie" grupy. Istotnie, w dosyć krótkim czasie zdobyłam kilku członków, konkretnie razem ze mną jest nas sześć osób. Niestety nieco później dał się zauważyć pewien zastój, który ... trwa do dziś. Wpisy w grupie dodaję tylko ja, żaden z uczestników jakoś do tej pory się nie ośmielił. Szkoda, bo moje lepsze zdjęcia (we własnym mniemaniu oczywiście) powoli mi się kończą. Nie sztuka publikować byle co, po prostu chciałabym, aby w grupę wstąpiło nieco życia. Chociaż może to i niezbyt dziwne, wziąwszy pod uwagę niewielką promocję tej mini-społeczności, promocję ograniczającą się do wpisu w jednej tylko topliście, mianowicie "Ciekawe strony" (a więc ogólnej). Może więc warto by pomyśleć o czymś jeszcze ?

Moje zamieszczone w grupie zdjęcia to głównie kwiaty ogrodowe, kwitnące drzewa i rośliny łąkowe. Takie obiekty są najprostsze do znalezienia w odpowiedniej porze roku, stosunkowo łatwo je uwiecznić, ponieważ ... nie uciekają ;) Są wdzięcznym i uroczym obiektem do fotografii. Żeby było jasne: jestem zupełną amatorką, co zapewne widać po niezbyt wysokim poziomie moich zdjęć. Jednakże zwyczajnie lubię "pstrykać fotki", są one dla mnie pamiątkami, które gromadzę. Mam ich już naprawdę sporo, tylko oczywiście nie wszystkie, jak to już napisałam wcześniej, warto publikować. Zapewne widać na nich niedostatki warsztatu, które łatwo zauważy wprawne oko.

"Przyroda w obiektywie" to nie jedynie zbiór fotografii własnego autorstwa, zamieściłam na nim dzisiaj linka do bloga, którego zdjęcia są o niebo lepsze od moich. To witryna z również amatorskimi fotografiami, jednakże można dostrzec i zapewne lepszy od mojego aparat, jak też wyczucie chwili oraz umiejętność komponowania szczegółów w na przykład kolażach wielkanocnych. Głównym jednak motywem jest tam przyroda i jej piękno. Szczególnie zachwyciły mnie fotografie oszronionych roślin polnych, gałązek drzew oraz elementów wystroju ogrodowego, gdyż przedstawiają one sobą niezwykle kruche i ulotne piękno (szron dosyć szybko znika, ale znowu nie na tyle prędko, aby nie móc go uwiecznić). Tak więc, na sam koniec tego wpisu, chciałabym zaprosić Was do wzięcia udziału w życiu grupy chociaż przez samo oglądanie zdjęć. Linka do społeczności podaję niżej:

Przyroda w obiektywie na Google+

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Jain - "Come".

Dzisiaj postanowiłam obejrzeć i opisać coś lekkiego, co duchem przypominałoby lekkość Świąt. Wprawdzie niniejszy teledysk z Wielkanocą nie ma właściwie nic wspólnego poza ową przystępną i przyjemną atmosferą, ale niech już zostanie :) Mowa o hicie sprzed blisko dwóch lat, czyli piosence "Come" francuskiej wokalistki Jain. Mnie osobiście najbardziej spodobała się graficzna oprawa utworu, ponieważ lubię rozmaite zagadki dla rozerwania umysłu oraz iluzje optyczne. Tych ostatnich jest w teledysku co nie miara, ciągle jesteśmy zaskakiwani czymś nowym. Widzimy na przykład Jain w kwiecistej sukience, skądinąd ładnej, zlewającej się w jedno z ... tapetą w pokoju lub grającą w szachy z ... drugą sobą - drugi komplet figur jest jakby "do góry nogami". Ponadto w kolejnych scenach artystka ... wpada do filiżanki z herbatą (oczywiście pozornie), trzyma pod pachą własną głowę czy podczas zabawy w chowanego ... otwiera zapinaną na zamek błyskawiczny szczelinę w rzeczywistości, po czym ukrywa się tam. Widać, że Jain do życia podchodzi z humorem :) Całość przypomina mi nieco "Alicję w Krainie Czarów" Lewisa Carrolla, gdyż jest równie niesamowita, dziwna, paradoksalna, ale i lekka, radosna.

Jeśli chodzi o tekst, to jest on raczej prosty i mało skomplikowany - moim zdaniem w tym jego urok. Opowiada o młodzieńczej miłości oraz o tęsknocie za ukochaną osobą. Jain swojego czasu mieszkała w Afryce, konkretnie w Kongo, i właśnie stamtąd zapewne wywodzi się obiekt jej uczuć. Możemy to poznać po konkretnych wersach piosenki, kiedy wokalistka śpiewa "black burn" ("czarny płomień") albo "My soul is in Africa with you boy" ("moja dusza jest w Afryce z tobą chłopcze"). Ogólnie rzecz biorąc utwór łatwo wpada w ucho dzięki nieskomplikowanej i uroczej linii melodycznej. Naprawdę może się podobać nie tylko mnie :) Gatunkowo przynależy chyba do popu, a więc tym bardziej jest prosty i "lekkostrawny", no i artystka śpiewa w uniwersalnym i znanym na świecie języku, czyli po angielsku rzecz jasna. Niektórym osobom może jednak trochę zakręcić się w głowie od tych rozmaitych wizualnych miraży, sądząc po komentarzach na stronie Tekstowo.pl, z której to wzięłam cały tekst. Z ciekawostek można by dodać to jeszcze, iż piosenka została wykorzystana jako spot reklamowy jesiennej ramówki polskiego kanału telewizyjnego Polsat w roku jej premiery, bo w 2015-stym. To właśnie między innymi dowodzi jej popularności, zresztą Jain właśnie owym utworem (singiel) zdobyła sobie niekłamane uznanie w świecie muzyki. Myślę, że mając na uwadze dzisiejszy świąteczny dzień, możemy z całą pewnością zanurzyć się w tym świecie pięknych iluzji oraz lekkości bytu, delektując się zarówno prostym urokiem tekstu, jak i wyrafinowaniem teledysku - tak przynajmniej ja to widzę :) Jedno i drugie jest jak filiżanka dobrej herbaty - cieszmy się nią i smakujmy radość życia. Zapraszam do wysłuchania utworu i obejrzenia wideoklipu:

niedziela, 9 kwietnia 2017

Forge of Empires - darmowa gra strategiczna online.

Od niedawna gram (ponownie) w Forge of Empires. Kiedyś również pochłaniało to mój czas, ale jakoś zrezygnowałam. Dlaczego ? Bo niestety nie potrafiłam zbyt wiele osiągnąć w sposób darmowy. Teraz moja strategia, jak sądzę, uległa poprawie i gram bardziej oszczędnie, nie tracąc zbyt szybko i zbyt wiele z początkowych bonusów premium. Tak jest lepiej :) Postanowiłam również sobie, że nie wykupię żadnego płatnego pakietu ani waluty o wartości ponadpodstawowej. Jak dotąd idzie mi całkiem dobrze :)

O czym jest gra ? To moim zdaniem naprawdę interesująca strategia przeglądarkowa - budujemy w niej miasto od czasów epoki kamiennej aż do scenariusza rodem z literatury science fiction. Oczywiście nie zdradzę, co nas czeka w tej odległej przyszłości, a co wymarzyli sobie twórcy gry. Mogę tylko co nieco powiedzieć o epokach, które już "przeszłam". Naturalnie pierwsza była era kamienia łupanego z takimi budowlami jak siedziba myśliwego, chata, menhir czy pomnik z kłów mamuta. Miała ona swój urok, jednakże niewiele było w niej do zbudowania. Następna była epoka brązu - tu już dało się osiągnąć naprawdę o wiele więcej. Całkiem sporo różnorodnych budynków, o rozmaitym przeznaczeniu. Nasi mieszkańcy z chat przypominających lepianki przenieśli się więc do domków na palach, długich domów, domów krytych strzechą czy drewnianych chat. Pełen komfort ;)

Epoka brązu to rozwój wielu nowych technologii, nawet w przełożeniu na rzeczywistość poza grą. Nie jestem wprawdzie znawczynią historii, ale odnoszę wrażenie, że gra posiada wiele dopracowanych, wziętych z prawdziwego życia szczegółów oraz epokowych osiągnięć. Weźmy garncarstwo lub kamienny krąg - to nie istniało zapewne w epoce kamienia łupanego, w której dominowały kościane narzędzia i takaż broń. Ponadto mamy jeszcze typowe dla tej epoki budynki militarne, jak strzelnica procarzy, koszary wojowników, koszary włóczników, stajnia jeźdźców czy obóz miotaczy, produkujący nam całkiem przydatne miotacze głazów. No i trochę budynków tak zwanych kulturowych, jak teatr (drewniany), tawerna, szkoła lub wspomniany już wcześniej kamienny krąg. Oczywiście to nie wszystkie typy budowli, te jednak wymienię w następnym akapicie.

Wśród dostępnych typów obiektów budowlanych w grze istnieją więc: budynki mieszkalne, produkcyjne, towarowe, kulturowe, dekoracje, budynki wojskowe, drogi, rozszerzenia terenu i Perły Architektury. Tych ostatnich nie wznosimy od razu, a raczej stopniowo i konsekwentnie zbieramy do nich plany. Coś dla kolekcjonerów ;) Jeśli chodzi zaś o ekonomiczną stronę gry Forge of Empires, to budynki mieszkalne zapewniają nam stały podatek w postaci monet. Są również tak zwane "punkty zaopatrzenia", które czerpiemy z budynków produkcyjnych. Po co ? Aby realizować wiele zadań rozgrywki. Po prostu są niezbędne. Jest także element społeczny, jak chociażby możliwość wyszukiwania i dodawania sąsiadów wśród graczy. Później możemy organizować się w gildie. Strategicznie wybieramy sobie opcję bycia raczej handlarzem niż wojownikiem lub odwrotnie, co naturalnie nie jest stałe w grze - zależne od okoliczności lub posiadanych akurat towarów, aby nimi handlować. Podsumowując, warto poświęcić nieco wolnego czasu, jeśli szukamy czegoś niezbyt trudnego i przypominającego rzeczywistość, zwłaszcza tę zamierzchłą. Ale uwaga ! Grajmy regularnie, bo inaczej po pewnym czasie ... gra nam się zresetuje do epoki bodajże kamienia. To zauważony przeze mnie mankament. Osoby zainteresowane zapraszam mimo to pod wymieniony adres:

https://pl.forgeofempires.com/

wtorek, 4 kwietnia 2017

Lorde - "Royals".

Dawno nie widziałam tak nietypowego teledysku, jak "Royals" w wykonaniu wokalistki o pseudonimie artystycznym Lorde. Ale może i nic dziwnego, ponieważ wykonuje ona przecież muzykę alternatywną, z pogranicza popu i rocka (podaję za Wikipedią). W każdym bądź razie piosenka podoba mi się bardzo, natomiast sam wideoklip już nieco mniej. Dlaczego ? Bo jest po prostu zbyt ... osobliwy. Taki akurat do kontemplacji tej jego dziwności. Widzimy dwóch młodych ludzi oraz ich dzień. Pierwszy kadr to niepościelone łóżko. Ktoś dopiero wstał i zapomniał pościelić ? Życiowe ;) Ale dla mnie to symbol roztargnienia lub ... pośpiechu. W ogóle z zachowania obydwu mężczyzn wieje jakimś niezdecydowaniem, marazmem nawet, bo na przykład to niezasłane łóżko, zaciągnięte zasłony pomimo dnia, telewizor który nie odbiera kanałów (szum), bezczynne wylegiwanie się na kanapie ... Ale to tylko moje zdanie. Być może ktoś prowadzi zwyczajnie taki właśnie tryb życia, ma sporo wolnego czasu ... W dalszej części możemy zauważyć, iż ci młodzi ludzie trenują boks. A więc mają w życiu określony cel, do którego dążą - stać się zawodowcem, jak sądzę, lub chociażby zarobić w ten sposób na życie. Zdarzają im się kontuzje - widzimy nawet obrażenia, jakie odniósł jeden z nich (krwawiąca warga). Czyli różowo nie jest.

Najdziwniejszy jest sam tekst. Wzięłam go ze strony Tekstowo.pl. Pierwszy wers brzmi: "I've never seen a diamond in the flesh", czyli tłumacząc na polski: "Nigdy nie widziałam diamentu we ... wnętrznościach". No i weź tu człowieku zrozum, o co chodzi ... Ale zaraz, zaraz, może coś jednak można "wyrozumieć" ? Diament jest niezwykle cenny, wnętrzności mogą oznaczać tak zwany "pot, krew i łzy", przecież oboje współlokatorów daje z siebie wszystko na treningach i zapewne też walkach bokserskich. Czyli niezwykle trudno osiągnąć cel ? Ów diament ? Następna linijka tekstu jest jeszcze dziwniejsza, bowiem brzmi: "I cut my teeth on wedding rings in the movies", to znaczy: "Obcięłam ... sobie zęby na pierscionkach weselnych w filmach". Wybaczcie proszę moje nieudolne tłumaczenie z angielskiego. Może to jakiś idiom ? Nie wiem. Ale przyznacie, że nie można tego fragmentu traktować dosłownie. Ktoś coś zrobił swoim zębom, czego zwykle się nie robi. No bo kto je sobie obcina ? Chyba że ja źle zrozumiałam ... ? Być może chodzi o symbol cierpienia, pewnej ofiary złożonej na ołtarzu przyszłego sukcesu. Bo droga do celu bywa trudna i kręta. Młodzi ludzie na pierwszy rzut oka wydają się zamyśleni, nawet podczas rutynowych codziennych czynności, jak prysznic albo śniadanie. A więc mają wątpliwości, czy uda im się osiągnąć zamierzony cel ? Myślę, że tak właśnie jest. Raczej każdy miałby w tym przypadku. A tytuł "Royals" ? Tłumacząc na polski oznacza on "królewscy", czyli w liczbie mnogiej - odnosi się do obydwu młodych mężczyzn. To według mnie hołd im złożony, ich codziennym trudom i rozterkom. Czyli zarówno nasz utwór, jak i uzupełniający go teledysk posiada przesłanie. To ważne. Zapraszam do obejrzenia, wysłuchania i wysnucia własnych wniosków. Pozdrawiam :)

wtorek, 28 marca 2017

Lorde - "Green Light".

Zaledwie dwa dni temu założyłam sobie konto na Twitterze :) Cel był raczej jednoznaczny: promować własne blogi, w tym niniejszy, czyli "Dobrą rozrywkę". Dziś zauważyłam, że zaczęła mnie obserwować pierwsza osoba. Ten użytkownik na swoim profilu posiadał sporo muzyki, w tym i teledysk nowozelandzkiej wokalistki Lorde do piosenki "Green Light". Po obejrzeniu i wysłuchaniu stwierdziłam, że sam utwór wart jest uwagi i może stać się hitem sezonu. Muzyka z pogranicza popu i rocka alternatywnego łatwo wpada w ucho i z pewnością może być słuchana wielokrotnie. "Green Light" jest singlem promującym drugi album studyjny artystki, zatytułowany "Melodrama". Został wyemitowany w mediach na początku bieżącego miesiąca. W serwisie Youtube zdobył już ponad 37 milionów wyświetleń, jest więc bardzo popularny. Co takiego dostrzegają w nim użytkownicy Youtube'a ? Pewnie to samo, co i ja - nieskomplikowaną linię melodyczną, tekst o miłości oraz popularność samej Lorde. Niczego nie ujmując utworowi, bo prostota potrafi urzekać. Tak więc, ogólnie rzecz biorąc, piosenka może się podobać.

Trochę inaczej mają się sprawy wideoklipu. Widzimy w nim ... wokalistkę idącą przez ulicę, tańczącą w klubach, czepiającą się ścian lub różnych krawędzi, zachowującą się jak dla mnie nienaturalnie - słowem ... chyba pijaną. Ale też i ona nie zaprzecza temu, bowiem tekst utworu mówi przecież o miłosnym rozczarowaniu, jakiego Lorde doświadczyła w przeszłości. Żeby było jasne: artystka tylko udaje w tym wideoklipie pijaną, i całe szczęście :) Wszak aby się pozbierać z takiego traumatycznego przejścia, człowiek jest niejako zmuszany przez swoją psychikę do ... no, różnych ekscesów. Lorde sama napisała tekst piosenki, to było jak swoista spowiedź. Tytuł "Green Light" oznacza "zielone światło", oczekiwanie na zezwolenie, którego się jednak w końcu nie otrzymuje ... Stąd złamane serce. W śpiewającej ten utwór artystce dostrzegłam wielką siłę wyrazu, intensywną mimikę twarzy, a więc i silne emocje. Widać, że wie, o czym śpiewa, mnóstwo przeszła i odebrała od życia gorzką lekcję. Jeżeli chcecie poznać słowa piosenki w oryginale (po angielsku), to znajdziecie je tutaj: Tekstowo.pl. Na samym dole jest krótka wypowiedź samej artystki o wykreowanym przez nią dziele. Twierdzi ona między innymi, iż "utwór brzmi radośnie, a później tekst jest mocny". Ja tej radości za bardzo nie widzę, jedynie smutek i wielkie emocje. Natomiast "mocny tekst" ? To ogólnie mówiąc rzucanie się w wir pustej rozrywki, alkohol zapewne też, no i pozostałe ... "przygody". Najlepiej posłuchajcie sami, mając jednocześnie przed oczami tekst. Na pewno "załapiecie" sens i ogólny przekaz. Zapraszam do wysłuchania utworu i obejrzenia teledysku:

środa, 22 marca 2017

Vanessa Mae - "Red Hot".

Dzisiaj chciałabym przeanalizować pokrótce i podzielić się z Wami moimi wrażeniami z przesłuchanego na serwisie Youtube utworu Vanessy Mae pod tytułem "Red Hot". Niestety nie posiadam już oryginalnej kasety magnetofonowej z nagraniem, a szkoda ... Pozostaje mi tylko wymieniony Youtube, tudzież inne strony z muzyką do posłuchania, albo też zakup płyty CD. Na coś będę się musiała zdecydować :) Póki co Youtube. Mam sentyment do pierwszego albumu artystki, zatytułowanego "The Violin Player". Z niego pochodzi utwór "Red Hot". Nakręcono do niego teledysk z udziałem Vanessy. I oto przed naszymi oczami wyłania się mroczny i tajemniczy lokal, rodem jakby z filmów gangsterskich. Może też kojarzyć się z ... klubem nocnym, ponieważ rozświetla go wprawdzie niewielkie, ale jednak światło - o czerwonym zabarwieniu. Znakomicie współgra z nim tytuł utworu, "Red Hot", czyli ... upał, rozgrzane do czerwoności powietrze. Czyli w domyśle mamy gorące lato.

Vanessa Mae gra w tym wideoklipie z prawdziwym upodobaniem i pasją, zresztą podobnie jest w pozostałych przypadkach, kiedy koncertuje przed publicznością albo kręci teledyski. Widać, że ma prawdziwy dar. Takie osoby to niekłamane skarby, rzeczywiste diamenty. Trzeba mieć również wiele zapału, aby grać tak pięknie. Swoją wirtuozerią na skrzypcach oczarowuje publiczność wymienionego lokalu, wszyscy słuchają jej z zapartym tchem. Jest także starszy, czarnoskóry mężczyzna z futerałem, po którego kształcie i wielkości można by przypuszczać, że zawiera skrzypce. Jednak nie gra, tylko słucha z zadumą. Czyżby grał za młodu ? A może przyszedł tu tylko jako słuchacz, jak inni ? No i oczywiście dodaje "pazura" towarzysząca skrzypcom gitara elektryczna. Jest znakomitym uzupełnieniem gry Vanessy. W pewnym momencie widzimy coś jakby migający negatyw, klatki, styl, który mnie kojarzy się z koncertami techno. W domyśle o to właśnie chodzi artystce. Chce ona nawiązać bliższy dialog z publicznością, swoją grą wprawić ich w niemalże hipnotyczny trans, jak to się często dzieje właśnie na koncertach techno. Myślę, że jest to znakomita reklama muzyki i talentu Vanessy Mae. Kończąc, zapraszam więc do obejrzenia wideoklipu oraz wsłuchania się w muzykę.

niedziela, 19 marca 2017

Niezbędnik kulturalny - moja strona kulturalno-rozrywkowa.

Dosyć już dawno temu, bo niecały rok wstecz utworzyłam witrynę opartą o gotowy, pobrany z internetu szablon. Jej nazwa to oczywiście "Niezbędnik kulturalny". Dlaczego ją stworzyłam (a raczej tylko wypełniłam treścią) ? Ponieważ chciałam mieć coś jeszcze oprócz blogów :) Posiadanie strony sprawia mi radość, bo mogę obserwować owoce mojej pracy. Trochę się namęczyłam nad treścią, albowiem nie mam zwyczaju jej kopiowania znikąd, a raczej piszę "z głowy". To trochę reklama opisanych tam serwisów literackich, filmowych, muzycznych, o sztuce, fotograficznych oraz charytatywnych. Wybrałam kilka ulubionych i zamieściłam ich dosyć krótkie opisy.

Czy stworzenie witryny było trudne ? To zależy od umiejętności i chęci tworzącego. Dla mnie znacznym ułatwieniem okazało się kreowanie strony bazującej na gotowym szablonie oraz używanie do jej tworzenia kreatora stron (specjalnego programu). W moim przypadku wybrałam darmowego KompoZer-a. Niestety czasem przestawia on kod źródłowy strony i trzeba wówczas poprawiać go przykładowo w programie Notepad++. Ogólnie rzecz biorąc, mając na uwadze wymienione, pozostała praca jest raczej prosta. Trzeba mieć tylko dobry pomysł na stronę, być osobą odrobinę systematyczną ;) oraz umieć tworzyć teksty, a to potrafię :)

Dlaczego właśnie Niezbędnik kulturalny ? Ponieważ kultura może być przystępna dla przeciętnego odbiorcy-internauty. Może on z nią obcować na co dzień i czerpać z tego zadowolenie i korzyści. Doprawdy, kultura nie musi być specjalnie górnolotna, ale też i nie nazbyt przyziemna. Najlepiej jest trwać pośrodku, takie jest przynajmniej moje zdanie. Tej z wyższej półki możemy nie zrozumieć (chociaż warto się wysilić czasem), natomiast ta niskich lotów bywa ... trywialna. Jednakże każdy powinien wybrać sobie sam, z czym pragnie obcować, mamy takie prawo. Ja na mojej stronie Niezbędnik kulturalny przedstawiłam te serwisy, które wydają mi się raczej przystępne, lecz i zarazem wartościowe.

Podsumowując: witryna Niezbędnik kulturalny, nad której stworzeniem i wypromowaniem spędziłam sporo wolnego czasu, jest serwisem proponującym internaucie godziwą rozrywkę i jednocześnie zawierającą kulturalne elementy. Dodatkowo wybrane przeze mnie serwisy są dostępne za darmo, zarówno one, jak też ich zawartość. No i wszystko jest w pełni legalnie. Opłaca się więc odwiedzić Niezbędnik kulturalny i wybrać coś dla siebie z dosyć szerokiej gamy kategorii. Będzie mi bardzo miło, jeśli zawitacie na mojej stronie, której adres podaję niżej:

http://niezbednik-kulturalny.keep.pl/

poniedziałek, 13 marca 2017

Vanessa Mae - "Storm".

I znowu wracamy do muzyki skrzypcowej, którą skądinąd bardzo lubię - szczególnie tę w wydaniu nowoczesnym. Dzisiaj inna artystka, prezentująca nowatorskie podejście do tematu, mianowicie jest nią Vanessa Mae. Łączy ona w swoich utworach muzykę klasyczną na skrzypce oraz ... pop, ewentualnie techno. Razem tworzą one nowy gatunek - tak zwany "violin techno-acoustic fusion". Podaję te dane za naszą rodzimą Wikipedią. Wybrałam jeden z utworów, do którego stworzono teledysk. Motywem przewodnim jest "Burza" Antonio Vivaldiego. Całość jest bardzo dynamiczna i nieposkromiona jak letnia burza właśnie. Vanessa Mae nadaje dziełu własnego charakteru, doskonale grając na skrzypcach, chyba elektronicznych. W tle teledysku widzimy artystkę uciekającą przed gromadą ludzi, prawdopodobnie napastników. Po drodze chwyta ona leżące gdzieś na poboczu, jakby zostawione tam przypadkiem skrzypce. Wybiega na scenę, akurat w odpowiednim momencie i zaczyna grać.

Myślę, że ta wersja "Burzy" Vivaldiego jest godną następczynią oryginalnego dzieła, oczywiście niczego nie ujmując pierwowzorowi. Skrzypce elektroniczne podobnie jak klasyczne świetnie oddają atmosferę niepokoju i gwałtownych wyładowań. Dodatkowo beat przydaje energii, jak również gitara elektryczna w tle. Utwór jest arcydziełem w swoim gatunku, prawdziwą perełką moim skromnym zdaniem. Widzimy więc, że można także w dzisiejszej dobie, przy użyciu nowoczesnych środków muzycznych, niejako odrestaurować dawne dzieła starych mistrzów. Vanessa Mae ma w swoim dorobku więcej takich "przeróbek", ale zawsze można rozpoznać z łatwością oryginalny utwór, jeśli tylko jesteśmy chociaż odrobinę melomanami. Myślę, iż z czasem przedstawię na łamach niniejszego bloga więcej arcydzieł wymienionej artystki, ponieważ jest ona nie tylko kobietą-wirtuozem skrzypiec, ale i znakomicie oddaje ducha każdego z utworów, które gra. Nic dziwnego, bowiem naukę muzyki zaczęła w wieku zaledwie czterech lat  - od gry na pianinie. Dwa lata później rozpoczęła pobieranie lekcji w zakresie gry na skrzypcach. Szło jej tak dobrze, iż w wieku jedenastu lat dała ... swój pierwszy koncert z towarzyszeniem orkiestry symfonicznej ! Podsumowując: widzimy, że ta niezwykle utalentowana młoda osoba swoją grą i kunsztem artystycznym potrafi porywać ! Zapraszam więc do wysłuchania utworu i obejrzenia teledysku:

czwartek, 9 marca 2017

Muzyka skrzypcowa - moja grupa na Google+

"Muzyka skrzypcowa" to kolejna utworzona przeze mnie społeczność, oparta o platformę Google+. Mam cichą nadzieję, że z czasem osiągnie większą popularność oraz licznych uczestników. W końcu utwory na ten instrument nie muszą być ... nudne. Przykładowo Lindsey Stirling, artystka opisywana już tutaj przeze mnie dosyć obszernie, wnosi ducha świeżości i nowoczesności w muzykę wymienionego gatunku. Dlaczego ? Ponieważ łączy muzykę klasyczną z różnymi innymi gatunkami, eksperymentując w ten sposób i uzyskując ciekawe efekty.

Na razie, póki co, grupa "Muzyka skrzypcowa" posiada tylko ... cztery wpisy, wszystkie mojego autorstwa. Wszystkie dotyczą Lindsey Stirling. Po prostu bardzo mi się podoba ta artystka i jej twórczość. Co do liczby członków, to społeczność jest niewielka, zaledwie czteroosobowa, wliczając i mnie jako administratorkę. Bardzo bym chciała, aby wzrosła jej popularność, gdyż ten gatunek, blisko spokrewniony z szeroko pojętą muzyką klasyczną, jest wart uwagi i popularyzacji. W dzisiejszej dobie głośnych dźwięków i "łatwostrawnej papki" doskonale wycisza, poprawia nastrój oraz nawet motywuje (znowuż Lindsey Stirling).

Wszystkie wpisy w grupie linkują do konkretnych, muzycznych postów na niniejszym blogu. Trochę jest to reklama "Dobrej rozrywki z sieci" :) Jednakże w najbliższym czasie planuję dodać coś innego, na przykład wpis, zawierający linka do jakiegoś utworu muzyki klasycznej na skrzypce. To urozmaici całość i sprawi, że nie tylko Lindsey Stirling będzie tam promowana. Prawdopodobnie znajdzie się coś z platformy Youtube :) Tam podobnego materiału jest co nie miara, więc łatwo będzie odnaleźć to, co mi potrzeba. No i byłoby też bardzo miło, gdyby któryś z członków dodał coś od siebie, bo na razie muszę liczyć tylko na własny wkład i pomysły.

Podsumowując, chciałabym zachęcić Was, drodzy czytelnicy, do słuchania muzyki skrzypcowej, bo naprawdę warto. Jeśli więc poszukujecie artystów tworzących w tym gatunku, u mnie znajdziecie coś dla siebie. Zapraszam do aktywnego uczestnictwa w życiu społeczności, poprzez komentowanie i dodawanie wpisów. Jeśli nie wiecie, jakich twórców winniście brać pod uwagę, to z pomocą przychodzi wymieniony wyżej serwis Youtube, jak również naturalnie Wikipedia. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę "muzyka skrzypcowa" i już mamy mnóstwo materiału. Tak więc zapraszam do wpisywania się w poczet członków grupy "Muzyka skrzypcowa":

Muzyka skrzypcowa na Google+

sobota, 4 lutego 2017

Lindsey Stirling - "Hallelujah".

Dziś chciałabym przedstawić Wam może nieco już odległy w czasie, ale jednak motyw bożonarodzeniowy w twórczości Lindsey Stirling. Mam na myśli jej singiel "Hallelujah", właściwie cover. W oryginale ballada popowo-folkowa (według Wikipedii), napisana przez Leonarda Cohena, "skoverowana" aż ... 240 razy. Lindsey przydaje jej wrażliwości, grając na skrzypcach na stacji metra. Tam dopiero można prawdziwie odczuć jej nostalgię, bowiem ludzie owszem siedzą sobie na ławkach i słuchają być może, niejedna osoba ociera łzę, ale daje się odczuć pewną obcość, emanującą z tego miejsca. Mam na myśli to, że tam ludzie są dla siebie właściwie obcy, mijają się w tłumie, spiesząc się na pociąg i załatwiając swoje sprawy. Nie reagują spontanicznie jak na koncercie, którego przerywniki zawiera wideoklip. A już na pewno mało kto zauważa maleńką szopkę u stóp skrzypaczki.

W dzisiejszym świecie jesteśmy zabiegani, często nie zauważamy drugiej osoby. Brakuje nam czasu dla bliźnich. Śpieszymy do różnych spraw i właśnie ten pośpiech według mnie działa na nas niekorzystnie. Gubimy gdzieś relacje międzyludzkie. Warto więc przynajmniej przed Świętami Bożego Narodzenia przypomnieć sobie o drugim człowieku i otworzyć się nieco na niego. Malutka szopka jest symbolem świątecznym. Jezus Chrystus, w którego gorąco wierzy Lindsey, ma nas nauczyć ponownie wrażliwości i miłości bliźniego, wrażliwości na niesprawiedliwość i krzywdę. Artystka, grając na stacji metra, wyglądała na nieco zagubioną, ponieważ nikt właściwie nie zainteresował się, dlaczego gra. Była oczywiście przebrana, aby nikt nie rozpoznał w niej znanej osoby, a więc anonimowa. Ludzie tylko wrzucali pieniądze (było widać jakieś). Trochę to smutne, że Lindsey właściwie pozostawała tam sama. Trochę też i schematyczne, bo właściwie co się robi na stacji metra ? Siedzi, chodzi i oczekuje na pociąg. Inaczej jest za kulisami koncertów, gdzie widać otwartość i serdeczność. Końcowy przekaz Lindsey jest bardzo chrześcijański, gdyż daje ona świadectwo swej wiary. Może i my powinniśmy się zastanowić nad naszą ?

sobota, 28 stycznia 2017

Książka dla Ciebie :) - społeczność Google+.

Niniejsza grupa na Google+, czyli "Książka dla Ciebie :)" ma za zadanie przedstawiać czytelnikowi ciekawe książki oraz strony/blogi z książkami. To taka prezentacja interesujących pozycji (oczywiście z mojego, subiektywnego punktu widzenia) oraz propozycji od pozostałych członków społeczności. Oczywiście ja ją założyłam :) aby podzielić się swoimi typami i tym, co mnie ciekawi. Staram się opisywać (krótko) lektury wartościowe, rozwijające wyobraźnię, jak też po prostu takie, z których można coś dobrego wynieść. Warto czytać książki, ponieważ oprócz wymienionych powodów są również dobrą rozrywką.

Jako pierwszy lub jeden z pierwszych wpisów dałam książkę "Nowy wspaniały świat" Aldousa Huxleya. To lektura z gatunku science fiction, ale takiego bardziej o charakterze społecznym. Ukazuje nam społeczeństwo przyszłości, bardzo prawdopodobne, jeśli będziemy dalej bazować na materialnych przyjemnościach. Tam nie ma miejsca dla ducha, tylko dla rozmaitych, jednakże zawsze tylko przyjemności ciała. Nie można pomijać sfery duchowej, więc książka jest przestrogą dla nas. Należałoby ją poznać, nawet, jeśli nie gustujemy w fantastyce naukowej.

Jak to już napisałam na początku niniejszego wpisu, są i posty innych członków grupy, a jest ich w sumie pięciu póki co (razem ze mną jako administratorką). Ciekawym wpisem jest tekst-recenzja Pani Ewy Trąbczyńskiej, obszerna skądinąd. Mówi ona o książce "Angielski blues" Łukasza Polańskiego. Wydaje się być interesującą lekturą i być może ją przeczytam :) A opowiada, wedle słów Pani Ewy, o życiu codziennym emigranta "za chlebem" w Wielkiej Brytanii. Sposób patrzenia jest pełen wrażliwości, celnych obserwacji oraz humoru. Jeśli chcecie, poszukajcie tej książki w internecie.

Na koniec pragnę raz jeszcze zachęcić do czytania książek, szczególnie tych dobrych, wartościowych, z przesłaniem. Możecie zajrzeć czasem na moją grupę "Książka dla Ciebie :)", jeżeli poszukujecie akurat lektury dla siebie. Będą tam rekomendowane książki z różnych gatunków literackich, które warto przeczytać. Chciałabym też dodać, że społeczność jest podzielona na kilka działów tematycznych, mianowicie: Dyskusja (ogólny), Polecam książkę, Polecam ebooka, Książki audio mp3, Strony i blogi literacko-czytelnicze, Wasza twórczość, Cytaty z książek i O czytaniu ogólnie. Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie, chociaż grupa jest na razie początkująca. Zapraszam:

Książka dla Ciebie :) na platformie Google+